Historia, która nie powinna się zdarzyć… – 25

„Czekałem tutaj przez tak długi czas, 
A teraz wydaje się, że ta chwila nadeszła, 
Widzę, jak czarne chmury znów nadchodzą.”

Popatrzył na mnie ze złością, a następnie na nóż wbity w jego ciało. Z dużym oporem wyjął nóż, jakby nic nie czuł. Przełknęłam nerwowo ślinę i szukałam ucieczki, zrobiłam kilka kroków w tył i potknęłam się o własne nogi. Upadłam a podłogę ale szybko wstałam i kierowałam się w stronę drzwi, kiedy zobaczyłam jak nóż przeleciał dosłownie kilka centymetrów przed  moją twarzą i wbił się w ścianę. Była na nim krew, jego krew…
Upadłam na kolana, byłam w takim szoku popatrzyłam w górę a on już był nade mną. Chwycił mnie pod rękę i prowadził gdzieś. Wyszliśmy za drzwi a ja zaczęłam ciężko oddychać, nogi miałam jak z waty. Prowadził mnie wzdłuż korytarza a potem po schodach, stanął przed drzwiami do izolatki i kazał komuś otworzyć. Dźwięk otwieranych drzwi do pomieszczenia ocucił mnie a tyle abym zdążyła się wyswobodzić z uścisku Gibsona. Zbiegłam szybko po schodach w dół i podbiegłam do drzwi wejściowych, bez zawahania wybiegłam za drzwi i nawet 2 mężczyzn mnie nie powstrzymało. Biegłam w amoku jeszcze długo, strzały przelatywały obok mnie. Jak to się stało, że uciekłam? Przecież to było zbyt banalne, równie dobrze mogłam tak wcześniej zrobić…
- Strzelajcie bez ostrzeżenia! Nie może nam uciec! – usłyszałam głosy za sobą.
Cholera… muszę się schować, wszędzie ogrodzenie zakończone drutem kolczastym. Nie mam się jak wydostać, a skoro nie mogę to muszę się bronić. Schowałam się za ścianą budynku zdejmując spodnie i rzucając je na widoku metr za rogiem domu. Jakby ktoś szedł z tamtej strony skupi się na materiale a nie sprawdzeniu czy ktoś jest za budynkiem. Czekałam cierpliwie kiedy usłyszałam kroki.
- Szefie, znalazłem coś w sektorze P. – powiedział mężczyzna do krótkofalówki
Kiedy się rozłączył wkroczyłam ja, zaszłam go od tyłu i wyjęłam nóż, którym poderżnęłam mu gardło. Nigdy nie sądziłam, że z zimną krwią potrafię zabić człowieka… kogokolwiek. Teraz kiedy mnie tak skrzywdzili nie mam żadnych, choćby najmniejszych skrupułów. Rękę, która była  w jego krwi  wytarłam o ścianie budynku zostawiając krwawy ślad. Zabrałam mu broń i nóż, chciałam już zacząć biec kiedy zaskrzeczała krótkofalówka.
- Lucky, zgłoś się.
Wzięłam odbiornik w rękę kiedy pytanie się ponagliło.
- Kici kici Gibson…
- DO WSZYSTKICH JEST W SEKTORZE P, ŁAPCIE JĄ!!!
- Spokojnie już po ciebie idę skarbie…
Szybko ruszyłam i uznałam, że nie uda mi się uciec jak mnie otoczą. Spojrzałam na drzewo to jedyna szansa. Rzuciłam odbiornik w krzaki, aby myśleli, że tam pobiegłam. Weszłam a drzewo i celowałam w miejsce gdzie mógł się ktoś pojawić. Karabinek był fajny, była szansa na wybicie ich. Nie czekałam długo, kilka sekund i przybiegło czterech ludzi. Starałam się nawet  nie oddychać, aby mnie nie usłyszeli. Kiedy wszyscy się do mnie odwrócili tyłem- strzeliłam, padli jak muchy. Pierwszy spudłowałam, zdradzając pozycję, ale reszta była celna. Kierowałam się do domu. Zdziwiło mnie że nikogo nie było. Weszłam ostrożnie kierując się do naszego pokoju, a on sobie siedział na łóżku ja gdyby nigdy nic, mierzyłam do niego z karabinku. Rozejrzałam się nerwowo po pokoju, ale nikogo nie było, siedział  sam.
- Jak to miło znów mieć a tobą przewagę. – Mruknęłam triumfalnie.
- Nie na długo skarbie. Zasady się właśnie zmieniają.
Wstał i zaczął iść w moim kierunku. Wtedy ktoś złapał mnie od tyłu wytrącając broń z rąk. Poczułam igłę na swoim pośladku potem zimny płyn i ciemność. A byłam tak  blisko… wystarczyło pociągnąć za spust. Obudziłam się w izolatce. Jego głos… ciągle rozbrzmiewał w mojej głowie, czy mi się wydaje, czy ciągle jest puszczony głos Gibsona.
„Musisz być mi posłuszna
Musisz być uległa tylko dla mnie
Masz być na każde moje zawołanie.
Nie możesz się sprzeciwiać
Musisz się starać, aby mnie zadowolić
Moje uznanie jest dla ciebie największą nagrodą
Masz robić wszystko co ci każę
Nie możesz uciekać
Jesteś tylko moja….”
Ciągle i ciągle i w kółko…  nie mogłam tego znieść. Jego głos jakby wydobywał się z mojej głowy.
- GIBSON! WYŁĄCZ TO!!
Krzyknęłam tak głośno aby zagłuszyć nagranie. Zwinęłam się w kulkę zatykając uszy rękami. Minęło kilka godzin a ja czułam jak się zmieniam. W pewnym momencie nagranie przestało mi tak dokuczać, wspięłam się na ścianę, pamiętając o kamerach, wtedy poraził mnie prąd i znów ten głos „masz być posłuszna, nie możesz się sprzeciwiać, nie możesz uciekać…”
Chwilę, leżałam zamroczona zastanawiając się co się stało, kiedy już doszłam do siebie wstałam i próbowałam się znów wspiąć. Stało się to samo, upadłam boleśnie na piach. Zasnęłam.
Ciągle ten głos… nie wiem ile już tutaj siedziałam, ale jego głos zamieniał się w poezję, jak w piosenkę, której możesz słuchać i słuchać… Leżałam sobie własnie na plecach, nogi miałam podkulone, nuciłam sobie piosenkę starając się zagłuszyć głos Gibsona. Wtedy drzwi się otworzyły, nawet nie drgnęłam dalej nie przerwanie nuciłam sobie piosenkę machając nadgarstkiem na wznak rytmu. Wzięli mnie pod ręce i wyprowadzili do jakiegoś pokoju obok, gdzie posadzili mnie na krześle 3 metry od biurka i wielkiego fotela odwróconego do mnie tyłem. Dwóch umięśnionych mężczyzn stało po obu stronach mojego krzesła trzymając mnie za ramiona. Skupiłam wzrok na fotelu za biurkiem, próbując się wyszarpać mężczyznom. Wtedy fotel się odwrócił. Oczywiście jak mogłam się domyśleć siedział na nim Gibson. Na jego widok zagotowałam się od środka. Wyszarpałam się jednemu z mężczyzn ale drugi dalej mnie trzymał.
- Co tak agresywnie kotku? Trzy dni to dla ciebie za mało?
Uspokoiłam się, a przynajmniej chciałam stworzyć takie wrażenie, że jestem spokojna.
- Puśćcie ją.
- Ale Sival… jesteś tego pewny?
- Tak i daj jej swoją broń.
- Co?!
- Nie gadaj tylko to zrób.
Jak mu rozkazano tak zrobił, puścili mnie, a ja automatycznie wstałam. Podał mi broń, powoli ją wzięłam i dokładnie się jej przyjrzałam.  Przeładowałam i wymierzyłam w Gibsona. Długo na to czekałam, a teraz on sam się o to prosił.
„Musisz być mi posłuszna
Musisz być uległa tylko dla mnie…”
Zachwiałam się, zaczęłam ciężko oddychać. Dalej mierzyłam w niego.
„Nie możesz się sprzeciwiać
Musisz się starać, aby mnie zadowolić
Moje uznanie jest dla ciebie największą nagrodą
Masz robić wszystko co ci każę…”
Nieee… przestań!! Robiło mi się słabo, oddech stał się spazmatyczny, po policzkach zaczęły płynąć łzy. Ręka która trzymała broń trzęsła się niemiłosiernie.
„Nie możesz uciekać
Jesteś tylko moja….”
Pociągnęłam za spust celując 2 metry od niego. Broń momentalnie wypadła mi z ręki. A ja upadłam na kolana trzymając się za głowę.
- Jak to możliwe?! – wyszeptałam sama do siebie.
Jego głos pożerał mnie wręcz… w mojej psychice powstała bariera, której nie mogę przekroczyć, pragnęłam go zabić, ale nie mogłam. Bezradność bolała bardziej niż przyłożony do ciała rozżarzony metal. Siedziałam skulona i nie wiedziałam co mam zrobić, trzymałam się za głowę wplatając palce we włosy. Żadne głosy i wołania do mnie nie docierały, nie słyszałam ich. Lecz kiedy on wstał z fotela gwałtownie popatrzyłam w jego stronę. On podszedł do mnie a ja szybko spuściłam wzrok, staną naprzeciwko mnie, złapał mnie za brodę i podniósł ją zmuszając, abym patrzyła prosto w jego oczy. Odsunął się i oparł o biurko.
- Wstań. – powiedział spokojnie
Zrobiłam to z chwilowym zawahaniem, ale podniosłam również broń trzymając ją opuszczoną.
- Podejdź.
Zaczęłam ciężej oddychać i zamknęłam oczy powoli idąc w jego stronę.  Otworzyłam je kiedy poczułam jego ręce które mnie oplatają. Wtedy przyłożyłam broń do jego czoła. Spojrzałam w jego oczy i walczyłam z samą sobą. Chciałam pociągnąć za spust, bardzo chciałam.. nie mogłam. Szybko rzuciłam bronią o ścianę nie wytrzymując presji.
- Grzeczna dziewczynka- wyszeptał
„Moje uznanie jest dla ciebie największą nagrodą”
Uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Pójdziesz teraz do naszego pokoju i będziesz tam na mnie czekać.
Popatrzyłam na niego gniewnie i  wyszłam. Mijałam mężczyznę który mnie wcześniej trzymał, skupiłam wzrok na mężczyźnie który stał przy wejściu, popatrzyłam nienawistnie  i wyszłam.
- Mówcie mi co chcecie… jej spojrzenie jest porównywalne do tego jakby ktoś do ciebie strzelił.
- Jest cudowna.
- Cudowna?! – zaczął się śmiać mężczyzna – przeraża mnie ta mała, jakby to wcale nie ona patrzyła. Nie wiem co jej zrobiłeś, ale mam złe przeczucia.
- Spokojnie, jest nieszkodliwa.
- Zabiła 5 naszych! To dla ciebie jest śmieszne?!
Podeszłam do niego wyciągnęłam mu broń ze spodni i strzeliłam.
- Już 6…
Odwróciłam się i szłam w stronę pokoju. Weszłam do pokoju obserwując wszystko bardzo uważnie i poszłam pod prysznic przebrałam się w czystą bieliznę zakładając na to  jego bluzkę  i usiadłam na łóżku. Minęło trochę czasu zanim przyszedł, więc postanowiłam wziąć jakąś książkę jedną z 3 które były na półce. Zapaliłam światło i usiadłam po turecku na środku łóżka, książka nie była ani ciekawa ani wciągająca, raczej tandetna z oklepaną fabułą. Mój wzrok podniósł się kiedy on wszedł do pokoju, a ja właśnie kończyłam 4 rozdział. Spojrzałam na niego tym wzrokiem, którego tak wszyscy nie lubią, po czym uśmiechnęłam się słodko. Wstałam z łóżka i podeszłam do niego wolno go okrążając. Stał niczym młody wilk, okrążany przez przywódce stada, czekając biernie, aż wydam werdykt czy zostanie w stadzie czy zostanie zagryziony.

7324_152568174940_59462299940_2536558_3985185_n

Zatrzymałam się przed nim i wolno zaczęłam mu zdejmować bluzę spojrzał na mnie i uśmiechną się charakterystycznie.
- Połóż się, niedługo będę.
Powiedział, a ja popatrzyłam mu prosto w oczy, ale po chwili spuściłam wzrok uśmiechając się. Zawiesiłam mu ręce na szyi i musnęłam delikatnie jego usta. Po czym odeszłam zdejmując z siebie bluzkę i wchodząc na łóżko. Wiedziałam, że mi się przygląda i wyciągnęłam się niczym kot eksponując mu pośladki. Wtedy on podszedł do mnie i wszedł na łóżko, zaczął mnie zachłannie całować mimo, że w głębi duszy nie chciałam tego to nie miałam wyjścia. Odwzajemniałam każdy, choćby najmniejszy pocałunek. A kiedy schodził niżej z pocałunkami przechodziło mnie bardzo nieprzyjemne uczucie… Nie mogłam zrobić nic co by się mu nie spodobało. Nie mogłam się sprzeciwić, jego uznanie było dla mnie najważniejsze. Złapał mnie za pośladek i bardzo mocno ścisnął.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chcę zostać. – mruknął
- Co jeśli ja też tego chcę?
- Mam parę spraw, które muszę załatwić, będę później.
- Weź mnie ze sobą.
- Nie dziś maleńka…
- Będę tu siedzieć czekając na ciebie, a tak wyszłabym się trochę rozerwać… w końcu ktoś musi cię pilnować.
- Powiedziałem, że nie. – odpowiedział stanowczo
Uśmiechnęłam się i usiadłam mu na kolanach, wtulając się w jego tors. Gładził moje udo i całował ramie. Tyle było w nim delikatności to aż dziwne, że taka osoba może być tak delikatna. Kiedy prawie już spałam on przełożył mnie  na  łóżko i przykrył kołdrą.  Jeszcze pogładził moje udo, po czym wstał i wyszedł.  Leżałam jeszcze chwilę i  usnęłam. Obudziłam się rano, łóżko po drugiej stronie dalej było zimne, na szafce stała tacka z jedzeniem… Tak… w końcu coś zjem. Delektowałam się każdym kęsem bułki z jogurtem. Kiedy zjadłam poszłam wziąć prysznic. Zimna woda spływała po moich ranach powodując ból. Przecięcie wzdłuż pleców, które powstało jak rozcinali mi sweter powoli się goiło, klatka piersiowa zaczęła przybierać normalny kolor, wszystkie siniaki ustępowały. Natomiast jedno, które najbardziej dawało się we znaki zaczęło się sprzeciwiać… chodziło oczywiście o wypalony znak. Ubrałam się w naszykowane ubrania i  wyszłam, dalej nikogo nie było. Podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę. Drzwi zamknięte… co musiało się stać, że jeszcze go nie ma?
Zastanawiałam się długo nad tym pytaniem, przecież on wychodził niezadowolony… wcale nie chciał tam iść. Nie mając nic innego do roboty usiadłam na łóżku i zaczęłam czytać książkę. Niedługo po tym usłyszałam dźwięk przekręcania zamka, podniosłam wzrok znad książki patrząc przenikliwie w oczy mężczyzny.
- Bill.
Wymamrotałam zachrypniętym głosem odkładając książkę na  bok.
- Zastanawia mnie co ty tutaj jeszcze robisz.
- Uwierz mi, że o to samo miałam cię zapytać.
- Ja jestem u siebie, ty na twoje nieszczęście nie, więc czy wypada mnie pytać dlaczego tu jestem.
- Skończ pierdolić Bill… Skoro do mnie przyszedłeś musiałeś mieć sprawę.
- Wyszczekana jak zawsze… Twój pan trochę został obity.
- Słuchaj mnie pieprzony kutasie… jeśli nie chcesz zarobić kulki w łeb to zamknij mordę bo ja nie jestem niczyją własnością.
- Jeśli mnie nie przeprosisz za 5 sekund będziesz przykuta do ściany.
- Dalej spróbuj, zobaczymy dla kogo się to gorzej skończy.
- Nie igraj ze mną mała kurwo…
- Skończ… powiedz lepiej co z Gibsonem.
- Z nim dobrze, gorzej z osobami które z nim zadarły.
- Kto to był?
- Ludzie Felksara.
- Mogłam się domyśleć, zaprowadzisz mnie do niego?
- Jutro powinien przyjść. Kazał mi się tobą zajmować.
- Od kiedy ktoś się mną zajmuje?
- Od teraz.
Otworzył szerzej drzwi  i podszedł do mnie wyciągnął coś z kieszeni.
- Odwróć się.
Rozkazał, a ton jego głosu nie świadczył o sympatii do mnie.
- Przestań… mów co chcesz to rozważę czy to zrobić.
- Kurwa… odwróć się bo zaraz przyjdzie duży pan co tak cię przytrzyma, że połamie ci wszystkie żebra
Uśmiechnęłam się sarkastycznie i odwróciłam się tak jak powiedział. Wtedy on złapał mnie za ręce i szarpną do tyłu abym je tak trzymała po czym nałożył na nie opaskę zaciskową i ścisną tak mocno, aż syknęłam z bólu.
- Wszystko ładnie pięknie, ale po co nam to? – mówiłam spokojnie
- Zamknij się bo i usta ci zakleję. Idziemy!
- Po co te nerwy Bill?
Złapał mnie za ręce i wyprowadził za drzwi, przekazał mnie jakiemuś facetowi, który prowadził mnie do drzwi frontowych. Ktoś otworzył je i ukazała mi się czarna furgonetka z otwartymi drzwiami, przy której stało 2 zamaskowanych mężczyzn. Na ten widok zaczęłam protestować i próbowałam się wyszarpać.
- Chwila, chwila… – mruknęłam, ale szybko zostałam popchnięta w kierunku samochodu.
Stałam przed drzwiami do furgonetki niezdecydowana a wręcz niezadowolona, że mam tam wejść wtedy jeden z zamaskowanych mężczyzn wszedł przede mną i trzymając za ramiona ciągnął kiedy drugi korzystając z okazji chwycił mnie za tyłek i podsadził abym „bezproblemowo” tam weszła. Odwinęłam się aby gościa zobaczyć ale ten drugi złapał mnie za skrępowane ręce i trzymał mocno abym się nie rzuciła na faceta w kominiarce, po czym przykuł mnie do jakiegoś uchwytu w ścianie. Mogłam swobodnie wstać i usiąść.
- Już mi się podoba. – Powiedział jeden z nich
- Chodź kolego wyswobódź mi ręce to pogadamy.
Rzuciłam za nim kiedy chciał zamknąć drzwi, wtedy on zrobił kilka kroków w moją stronę, ale powstrzymał go Bill.
- Nie radzę.
Powiedział i szybko zamknął drzwi. Przeklęłam pod nosem i usiadłam spokojnie  czekając na przebieg wydarzeń, a moja pewność siebie nawet mnie dziwiła. Po prostu wiedziałam, że nic mi nie zrobią i to mi dodawało otuchy.
- Teraz spokojnie, traktujcie ją jak największego wroga nie dajcie się zwieść na jej sztuczki, ejj Mike nie patrz jej w oczy. Wchodzimy za 3…
- Ale po co się tak skradać? Przecież jestem przywiązana…
Nastała cisza, nie spodziewali się, że ktoś zostawił drzwi uchylone i wszystko słyszałam… Wtedy drzwi się gwałtownie otworzyły. Wparowało 4 mężczyzn, jeden podszedł do mnie i złapał mnie za nogi, drugi przyłożył mi chusteczkę do ust wstrzymałam oddech a oni zaczęli mi ściągać spodnie. Mężczyzna przeciął krępujący plastik, ale nie spodziewał się, że zacznę się bronić. Udało mi się zdjąć chustkę i przyłożyłam do twarzy mężczyzny, nim zdążyli mnie odciągnąć mężczyzna już spał. Dwóch złapało mnie za ręce i odciągało, ktoś znów przyłożył mi chustkę do twarzy, wilgoć na twarzy. Wstrzymałam powietrze i odwróciłam się w stronę mężczyzny.
- Pamiętaj co ci mówiłem, nie patrz jej w oczy! – krzyknął ktoś za plecami.
A ja teatralnie opadłam w jego ramiona niby pod wpływem chloroformu kiedy zabrał materiał z mojej twarz nabrałam powietrza, czułam jak bierze mnie ktoś na ręce.
- Daj jej domięśniowo,  niech pośpi dziewczyna. Nie chce mieć po drodze nieprzyjemności.
- Widziałeś jak na mnie spojrzała?
- Mówiłem ci abyś nie patrzył! To jest ta rzecz, której nie wolno było ci zrobić. Ona wcale nie jest groźna, ale nadrabia to spojrzeniem.. tego nie da się do niczego porównać. Połóż ją na tylnych siedzeniach i zrób zastrzyk zanim się obudzi, niby mamy jeszcze czas, ale wolę nie ryzykować.
Zrobił zastrzyk i usiadł za pasażera a 2 za kierowcę. Od razu ruszyliśmy, kiedy tylko wyjechaliśmy z posesji postanowiłam się odezwać. Wtedy wstałam i patrzyłam w lusterko tym wzrokiem którego wszyscy nienawidzą.
- CO JEST KURWA?! – wrzasnął kierowca kiedy zjechał na pobocze i walnął w drzewo.
Moje uderzenie zamortyzowało siedzenie i szybko doszłam do siebie, mężczyźni byli nieprzytomni. Szukałam broni ale znalazłam tylko nóż, do reszty nie byłam w stanie sprawdzić. Wczołgałam się pod samochód i odcięłam przepływ paliwa. Zajrzałam jeszcze raz do samochodu i szukałam zapalniczki,  znalazłam dopiero u kierowcy w lewej kieszeni… benzynowa, jak w filmach odsunęłam się trochę i rzuciłam zapalniczkę pod samochód.
- Ahhh faceci… nie ładniej było poprosić? Niee, lepiej przejść od razu do czynów.
Na szczęście nie jebnęło tylko pomału zaczęło się palić.  Całe zdarzenie trwało z 3 minuty… zbyt dużo wydarzeń w tak krótkim czasie zaczynam się przyzwyczajać. Wzięłam nóż i zaczęłam biec, po kilkuset metrach usłyszałam wybuch, wiedziałam co oznacza. Biegłam długo, ale im szybciej chciałam tym serce szybciej biło, a środek przenikał w najgłębsze zakamarki mojego ciała.  Zmęczenie? Nie… walka z samą sobą aby przebiec jeszcze kawałek, ale jak już upadłam tak wstać nie miałam nawet jak.  Doczołgałam się do jakiegoś dołu niewielki ale zawsze coś. Miałam tylko nadzieję, że mnie nie znajdą. Zamknęłam oczy.

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 


Na szczycie dachu, powietrze jest tak zimne i tak spokojne
Wymawiam twoje imię w ciszy
Bo nie chcesz go teraz słyszeć
Oczy miast liczą spadające łzy
Każda z nich to obietnica wszystkiego czego nigdy nie znalazłaś
Otwierasz oczy, ale nie możesz sobie przypomnieć po co
Śnieg pada cicho, nie możesz tego już dłużej czuć
Gdzieś tam, zgubiłaś siebie w bólu
Marzysz o końcu, by zacząć wszystko od nowa

 

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chciałam Was przeprosić za tak długą nieobecność, ale jak nie problemy z laptopem to ktoś mi go zabierze, a tu internet padnie, chęci nie ma… i czasu. Niestety treningi 14h w tygodniu i takie realia, że czasu najbardziej mi brakuje. Postaram się dodawać wpisy regularnie, ale nie mogę nic obiecać bo tak jak mówię… CZAS. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i jeszcze raz przepraszam, mam nadzieję, że wpis się Wam podoba bo piszę go od 1.5 miesiąca i ma 2900 słów.

Pozdrawiam serdecznie : )

Historia, która nie powinna się zdarzyć… – 24

„Jedynie nieliczni szczęściarze potrafią określić precyzyjnie tę chwilę, kiedy ich życie zaczęło obracać się w niwecz.”

                                                                                                                                                                                                        ~ Graeme Cameron „Zwykły człowiek”

Skąd się wzięła ta cholerna krew?! Czy to moja? To nie moja, nie ma śladu na moim ciele… a skoro to nie moja…to czyja? Przerażenie rosło, z powodu niedoinformowania… Zapach krwi i stęchlizny przyprawiał mnie o wymioty. Jak to możliwe, że krew była świeża?! Przecież do cholery to nie moja! Wytarłam zakrwawione ręce o spodnie i popatrzyłam do góry klatka była przytwierdzona do sufitu. Wstałam kiedy przestało mi się kręcić w głowie, podniosłam sweter i spojrzałam na moje żebra, nie dość, że był tam wielki krwiak to jeszcze całość była zapadnięta. Jak on do cholery ma się nie dowiedzieć, przecież to czuć i widać. Wypuściłam głośno powietrze zastanawiając się co będzie jak Gibson się o wszystkim dowie, właśnie… przecież on mnie zabije jak się obudzi. Nie będę go prosić o przebaczenie oczywiście, nie zamierzam się przed nim płaszczyć. Zaczęłam badać całą klatkę, mój wzrok skupił się na niewielkim przedmiocie niepewnie podeszłam do niego uważając aby nie wejść w kałużę krwi. Wzięłam go w rękę i zobaczyłam, że to  tips… kobiecy tips w kolorze czerwonym… idealnie pasował do koloru krwi na podłodze. Zamordowali tu kobietę… może jakąś dziewczynę w moim wieku. Nie chciałam się bać, wiem, że zabrali mnie tu abym właśnie czuła się niepewnie, abym  się bała. Wtedy właśnie  zobaczyłam jego…wpatrywał się we mnie tak nieprzytomnie pusto.
xptqbr

Siedział na czarnej skórzanej kanapie, a jego wzrok wręcz mnie przeżerał. Odsunęłam się gwałtownie na drugi koniec klatki głośno oddychając, odskoczyłam czując, że stoję we krwi.
– Sival…
– Co robi się z narowistym koniem, kiedy atakuje rękę która go karmi?
– Ja…
– Zabija się go.  Ja osobiście wolałbym się pomęczyć z tym koniem… a właściwie klaczą i dobrze ją wytresować, aby nie wierzgała. Klacz powinna idealnie chodzić, reagować na pomoce… być oddana. Pytanie brzmi, jak to zrobić? Są od tego ludzie… dobrzy ludzie, ale tylko w swoim fachu. Uważam, że im klacz bardziej narowista tym większa satysfakcja z zajeżdżenia jej.
– Przestań. – warknęłam
– Powiem ci, że zaimponowałaś mi, nie myślałem, że jesteś do tego zdolna. Przynajmniej wiem na co cię stać i że traktowanie ulgowe się skończyło, a właściwie nie powinno go w ogóle być. Za to co zrobiłaś musisz ponieść karę.
– Ukażesz mnie za to, że się broniłam?
– Nie słuchałaś się… musisz wiedzieć do kogo należysz.
– Nie jestem przedmiotem, aby do kogoś  należeć.
– Zaraz się przekonasz – wstał i wolno zaczął iść w moją stronę -gdybyś nie była taka głupia to zamknęłabyś mordę i słuchała.
– Wiesz dobrze, że gdybym chciała zrobić ci wtedy krzywdę to już dawno bym to zrobiła.
– Niee… próbowałaś ale ci się zwyczajnie nie udawało.
– Gdybym chciała igłę mogłabym wbić ci w szyję, czy oko… a tego nie zrobiłam.
Musiałam postawić na inną taktykę… chciałam go przekonać, wmówić mu, że nigdy nie chciałam mu zrobić krzywdy. Nie miałam pojęcia czy to zadziała ale można zawsze spróbować. Osunęłam się i usiadłam na podłodze. On był już przy kratach i oparł się o nie.

Tom-K-H-O-T-tom-kaulitz-17321250-740-548

- Chyba przeceniłem moją księżniczkę – zadrwił i uśmiechną się złośliwie
Zanurzyłam rękę we krwi i gwałtownie się podniosłam i podeszłam do krat przy których stał Gibson.
– Dlaczego ja tu dalej jestem? Może podobało mi się spanie przy twoim boku… może.. chciałabym się tam znów znaleźć.
Stałam na przeciwko niego, dzieliły nas tylko kraty. Wyciągnęłam do niego rękę, tak  aby dał mi swoją, zrobił to nieustannie patrząc w moje oczy. Wtedy wzięłam drugą rękę tą, która była zakrwawiona. Delikatnie tak, aby nie poczuł zostawiłam mu krwawy ślad na nadgarstku i dłoni.
– Podoba mi się to jak manipulujesz ludźmi… nie można ci się oprzeć.
Wtedy  uśmiechnęłam się jakby to własnie był komplement i odwróciłam się opierając o kraty plecami.
– Masz coś na twarzy kochanie. – mruknęłam słodko
Zrobił właśnie to co myślałam że zrobi… zakrwawioną ręką przetarł twarz zostawiając długi ślad.
– Nie z tej strony…
– Przecież ty nawet mnie nie widzi… TY GŁUPIA KURWO! Teraz zobaczysz!
Musiał zobaczyć co się stało… spojrzał na rękę i wydarł się na całe pomieszczenie. Moje serce zaznało dziwnego ukojenia, właśnie do tego dążyłam, aby się poczuł, że ma tą krew na rękach. Nawet nie drgnęłam, nawet wtedy kiedy wparowało 3 mężczyzn do celi, uśmiechałam się prowokująco. Wzięli mnie pod ręce, a ja zaczęłam się z nimi szarpać tak jak jeszcze nigdy, ledwo mnie trzymali. Gibson patrzył na mnie ze zdumieniem ale nic nie mówił. Zaciągnęli mnie na metalowy stół, pamiętałam go, to tu pierwszy raz się obudziłam tu poznałam też Gibsona… Mężczyzna rzucił mnie tak abym była na brzuchu i przycisną mocno abym nie mogła się ruszyć.Coś się tam paliło, patrzyłam na to z zaciekawieniem jednocześnie ze strachem.
– Pora oznaczyć moją piękną klacz, żeby każdy wiedział do kogo należy.
Szarpnęłam się na te słowa tak, że mężczyzna, który mnie trzymał musiał się wysilić, abym leżała tak jak wcześniej. Gibson wyciągną z płomieni rozżarzony metal na głowicy było coś w kształcie koła i jakieś znaki. Czy on chce… czy on chce mi to przyłożyć do skóry?!
- Zdejmijcie jej ten sweter. – Rozkazał Gibson
- Nie rób tego! – wrzasnęłam
Nikt nie zwrócił na moje słowa uwagi.. jakby ich nie słyszeli. Zakończyło się tak, że musieli mi go rozciąć. Jeden z mężczyzn wyciągną z kieszeni nóż i zaczął rozcinać mi sweter szarpałam się jak tylko mogłam, mężczyzna najechał na moją skórę i rozciął ją głęboko, po chwili zaczęła lecieć krew. Pisnęłam wręcz, kiedy już mi go zdjęli.
- Trzymajcie ją… tylko mocno, aby się nie ruszyła. – powiedział Sival, który właśnie się do mnie zbliżył z metalem rozgrzanym do czerwoności. Patrzyłam się z przerażeniem na niego i napinałam każdy mięsień. Trzymało mnie 3 umięśnionych mężczyzn, wysilali się jak tylko mogli aby utrzymać mnie w ryzach… Wtedy przycisnęli mnie tak mocno, że nie mogłam oddychać, pomijając połamane żebra. Poczułam ból nie do opisania na łopatce, krzyknęłam przeraźliwie a mój krzyk było pewnie słychać w całej okolicy. Po mimo krzyku i bólu z oczu nie wydobyła się żadna łza. W końcu oderwał metal ode mnie i wszyscy poluzowali uścisk i odsunęli się. Wtedy ja upadłam  na kolana i dotknęłam obolałego miejsca, zawyłam z bólu.
- Teraz już wiesz do kogo należysz? – zapytał spokojnie Gibson, który stał naprzeciw mnie.
Nic nie odpowiedziałam nie byłam w stanie myśleć, zbyt bardzo mnie bolało… Kiedy nie usłyszał odpowiedzi złapał mnie mocno za żuchwę i podniósł.
- PYTAŁEM, CZY WIESZ JUŻ DO KOGO NALEŻYSZ?!- wysyczał
Szybko przytaknęłam mu sama nie wiem dlaczego, nie miałam siły już walczyć. On puścił mnie a ja upadłam na kolana.
- Widzicie? Nie ma kurwy z którą nie dałbym sobie rady. Ona jest właśnie dowodem na to, że wystarczy pokazać kto jest panem i na jakim szczeblu się znajduje. Tyle. Zabierzcie ją do mnie.
- Nie bądź głupi… to, że pozbawisz mnie siły nie oznacza, że wygrałeś. – wymamrotałam
Jego wzrok skupił się na mojej klatce piersiowej, wiedziałam co teraz będzie…
- Weźcie ją natychmiast na górę.
Podeszło do mnie 2 mężczyzn stawiając mnie na nogi i wlekąc do dobrze znanego mi pokoju, Gibson szedł z tyłu. Otworzyli drzwi i wpuścili mnie do środka upadłam na kolana podpierając się z przodu rękami i  choć  łopatka bolała tak jakby metal ciągle był przyłożony, ignorując to wygięłam grzbiet niczym kotka wiedząc że on stoi za mną. Chciałam jak najlepiej wyeksponować to co  zrobił z moim ciałem. Podszedł do mnie i łapiąc mnie za rękę postawił mnie do pionu, zaczął mi się dokładnie przyglądać. Uklęknął i patrzył na moje żebra i co chwilę na moją twarz w obawie, że zrobię coś czego będę żałować. Zaczęłam ciężko oddychać on widział to, mimo tego nie przestał ich dotykać. Z oczu zaczęły lecieć łzy, sama nie wiem dlaczego, stałam spokojnie kiedy on badał wzrokiem każdy centymetr  mojego ciała. Wiedziałam, że zaraz zacznie pytać, a ja przecież nie mogłam powiedzieć nic… Łza skapnęła na mój brzuch on popatrzył na mnie i widział, jak kilka łez płynęło po moich policzkach. Wtedy zaczął całować mnie w miejscu gdzie był wielki krwiak.
- No więc jak to się stało?
Nie odpowiedziałam, nawet nie zamierzałam się odezwać, próbowałam się odsunąć ale on owiną się wokół mojej tali. Nie próbowałam się nawet szarpać, wiedziałam, że go to tylko bardziej zdenerwuje i nie będzie już taki delikatny. Chyba środek znieczulający przestawał działać, bo ból wrócił i podwojoną siłą. Uklękłam na przeciw niego i złapałam się za obolałe miejsce. Spojrzałam prosto w jego oczy, ale po chwili opuściłam wzrok. Nie wiem dlaczego ale przybliżyłam się do niego i wtuliłam w jego tors. Potrzebowałam czułości… jakiejkolwiek. Nie wiem, kto był bardziej zdziwiony on czy ja tym co się stało. Po pewnym czasie przeniósł mnie na łóżko i położył delikatnie. Ciągle miałam zamknięte oczy, byłam wykończona szarpaniną z trojgiem umięśnionych mężczyzn  i bólem… zwłaszcza bólem. Sama nawet nie wiem kiedy, ale usnęłam. Obudziłam się jakoś późno w nocy, byłam sama na łóżku. Wstałam i poszłam do łazienki nieustannie trzymając się za żebra. Podeszłam do lustra i przyglądałam się z niedowierzaniem wyglądało to strasznie, nie dość, że zapadnięte to jedno jakby bardziej wystawało, że nie wspomnę o siniakach… Odwróciłam się i widziałam trochę „tego” co było na łopatce, wyglądało to strasznie, było tam duże „G” i coś jeszcze ale nie widziałam co dokładnie. Chciałam to polać wodą, aby chociaż oczyścić, wzięłam namydliłam rękę i kiedy  tylko dotknęła mojej rany nogi same mi się ugięły, krzyknęłam z bólu. Szybko polałam to zimną wodą chcąc zminimalizować ból. Usłyszałam przekręcany zamek w drzwiach, ktoś wszedł zdenerwowany. Spojrzałam w stronę drzwi i zobaczyłam Gibsona.
- Zostawiłem cię na 20 minut samą, a ty stawiasz cały budynek na nogi. – zażartował, a mi nie było wcale do śmiechu.
Popatrzyłam na niego jakby z żalem, uświadamiając sobie że to przez niego mnie boli. Wtedy wzrok zmienił się na nienawistny.
- No więc co się dzieje? – jego ton również się zmienił.
- Nic się nie dzieje… – powiedziałam prawie szeptem.
Uniósł jedną brew do góry, zdziwiony, że się odezwałam. Zerknęłam jeszcze w lustro chcąc zobaczyć jeszcze raz wypalony znak na mojej lewej łopatce. Chciałam wyjść, jakoś minąć Sivala który opierał się o framugę i patrzył na mnie z typowym dla niego uśmiechem. Kiedy próbowałam go ominąć nie drgnął, widział, jak uważnie mu się przyglądałam i wychwycił moment kiedy byłam prawie że za drzwiami i wiedziałam, że to tyle, że jestem „bezpieczna” . Pochwycił mój nadgarstek, później biodra przyciągając do siebie. Szarpnęłam się niezadowolona, kiedy poczułam jego ciało przylegające do mojego. Poczułam jego wzrok na sobie i mimowolny dreszcz przeszył moje ciało. Pocałował mnie w wypalone miejsce, syknęłam z bólu. Przejechał ręką po moich żebrach.
- To ile połamałaś?
Zapytał delikatnie muskając moje ucho. Zacisnęłam zęby i nie odpowiedziałam.
- Jak?
Znów nie odpowiedziałam a oddech stawał się cięższy i szybszy.
- Kto?
- Przestań… – szepnęłam
- Czy Bill ma coś z tym wspólnego?
- Nie.
- Wiem, że był wtedy z tobą.
- Twój brat nie ma z tym nic wspólnego. – musiałam brnąć w kłamstwa.
- Mój brat? Skąd to wiesz?
Nie odezwałam się… byłam pewna, że on zna już prawdę. Jego wzrok świdrował mnie, miałam dość.
- Hmmm a przypadkiem nie zwiałaś Billowi jak próbował cię zamknąć w izolatce? Nie złamałaś nosa jednemu  jego ludzi i nie próbowałaś uciec? Ciekawi mnie tylko fakt co się stało na schodach… to że spadłaś to wiem, że połamałaś żebra, ale JAK? Moi ludzie mówią, że sama spadłaś. Chce to usłyszeć od ciebie.
Przełknęłam nerwowo ślinę, nie wiedziałam co powiedzieć, czy dalej brnąć w kłamstwa czy przyznać się. Postanowiłam milczeć. Minęła dłuższa chwila, a jego cierpliwość się kończyła.
- Dobrze… rozumiem, że trzeba zacząć od nowa. Myślę, że kolejne znakowanie by się przydało.
Zaczął mnie ciągnąć do drzwi, wyswobodziłam się z jego uścisku i poszłam na drugi koniec pokoju. Patrzyłam na niego z przerażeniem.
- Powiedziałem,  idziemy! – wrzasną na mnie.
- Nie. – zaprotestowałam opierając się o ścianę
tumblr_mjn8xuSJCY1s8w0h0o1_1280

-Więc zacznij słuchać… już ci udowodniłem że nie będę się z tobą cackać. Jeśli będzie trzeba zrobię to samo co z innymi dziwkami.
- Dlaczego taki jesteś? Dlaczego?! Nie jestem żadną dziwką… wiesz o tym dobrze a mimo to mówisz tak do mnie. Jeśli będę mieć możliwość zabiję cię przy pierwszej lepszej okazji. Nie masz nade mną żadnej  kontroli. To że jetem słaba fizycznie, hmm i okaleczona o niczym nie świadczy. Powiem nawet że masz szczęście, że nie jestem w pełni sił.
- Robisz się coraz bardziej wyszczekana.. Dam ci możliwość wyboru. Śpisz obok mnie całą noc, nie robisz nic co mogłoby mi się nie spodobać i nie uciekasz od dotyku.
-A jak nie?
- Od tego jest drugi wybór. Idziemy na dół i dostajesz kolejny „znaczek” – zaśmiał się
- Co jeśli nic nie wybiorę?
- Wtedy zrobię te dwie rzeczy w bardziej brutalny sposób, hmmm od dłuższego czasu  zastanawiam się też nad przywiązaniem cię do łóżka i ostrym zerżnięciem. – popatrzył na mnie przenikliwie z charakterystycznym dla niego uśmiechem nieznacznie się oblizując.
- No to chodźmy na tatuaż!
Powiedziałam bez zawahania, on podniósł brew do góry z niedowierzania i popatrzył na mnie kiedy złapałam go za rękę ustawiając się tak aby patrzył ciągle na moją łopatkę.
- Czegoś nie zrozumiałaś, nie powiedziałem, że po tym będziesz miała spokój, a wręcz przeciwnie, ciągle będzie spała obok mnie.- Rzucił cwanie. 
Zatrzymałam się i popatrzyłam na niego.
- Mam lepszy pomysł,
Puściłam jego rękę i zaczęłam pchać w stronę „naszego” pokoju. Zamknęłam drzwi nogą aż trzasnęły i dalej pchałam go w stronę łóżka. Usiadł na łóżku ale moje popchnięcie spowodowało, że się położył. Usiadłam na nim okrakiem i rozpięłam mu bluzę, która z jego pomocą zdjęłam i rzuciłam w kąt. Spojrzałam na niego i delikatnie pocałowałam go w usta przygryzając jego wargę. Pożądanie w jego oczach rosło, pragną więcej. Wtedy zaczęłam podwijać jego bluzkę całując go. On pomógł ją zdjąć i bluzka dołączyła do bluzy  kącie pokoju. Jego ręce powędrowały na moje biodra, szybko je zabrałam i położyłam na boki wstając z jego kolan. Zawisłam nad nim jeszcze raz delikatnie musnęłam jego usta i sturlałam  się na drugą stronę łóżka. Patrząc na niego z ukrytą nienawiścią. Zamknęłam oczy odwracając się do niego tyłem
- Jeśli myślisz, że to koniec to jesteś w błędzie. Jak można podniecić faceta, a potem go zostawić?!
Role się trochę odwróciły on zawisł nade mną i zaczął mnie całować, odwróciłam się na prawy bok eksponując mu wypalone miejsce, a on przygniótł mnie do materaca tak abym leżała na plecach, syknęłam głośno dając do zrozumienia, że mnie to boli.
- Moja umowa była taka… chwila rozkoszy za noc spokoju. Nie protestowałeś więc się zgodziłeś. Pokaż, że można ci ufać i dotrzymuj umowy.
- Na nic się nie zgadzałem kotku.
Wpił mi się gwałtownie w usta  i zaczął zachłannie całować,
- Sival przestań.  - warknęłam kiedy jego ręka znajdowała się na moim udzie.
- Spokojnie maleńka… – powiedział odrywając się od pocałunków na moim ciele, – jesteś taka słodka.
Nie wytrzymałam, jakimś cudem udało mi się wyswobodzić i stanęłam na równe nogi przyglądając mu się uważnie.
- A już myślałam, że jesteś rozsądny i  te kilka dni cię czegoś o  mnie nauczyły.
- Wiem dużo rzeczy… każde twoje zachowanie potrafię wytłumaczyć. Widzę też, że cię pociągam i pragniesz więcej.- usiadł na krawędzi łózka.
- Jak już powiedziałam nie masz nade mną żadnej kontroli. Nie wiesz co mogę zaraz zrobić, nie przewidzisz tego… nie jesteś w stanie.
- Ohhh skarbie… -zastanowił się chwilę – jeśli obiecam ci że nic ci nie zrobię to przyjdziesz do mnie sama?
- Wątpliwe.
- Więc jak chcesz się dogadać?
- Wypuść mnie to może wtedy  zyskasz mój szacunek – rzuciłam cwanie na co on parskną śmiechem.
- Niee, aż tak to się nie lubimy. Chociaż, mam pewną propozycję…
- Jaką?
On popatrzył na mnie i rozłożył ręce, popatrzyłam na niego nie ufnie, ale ciekawość wzięła górę. Jeśli miałabym możliwość wydostania się stąd to za wszelką cenę. Podeszłam do niego niepewnie i usiadłam na jego kolanach. Patrząc na niego wyczekująco. A jego ręce dokładnie mnie owinęły.  Cierpliwie znosiłam jego pieszczoty uciekając myślami gdzie indziej. Wtedy mój wzrok skupił się na małym nożyku, który leżał na pościeli, pewnie wypadł Sivalowi ze spodni. Teraz liczyło się tylko to aby go zdobyć. Spojrzałam na Gibsona, który dalej milczał i próbowałam wstać, ale jego uścisk udaremnił moje starania. Spięłam mięśnie i jeszcze raz spojrzałam na nóż. Oparłam głowę o jego tors, rozluźniając się , chciałam mu pokazać, że mu się oddałam. Zamknęłam oczy. On poluzował uścisk, wtedy zaczęłam wdrażać swój plan w życie. Usiadłam na nim okrakiem i zmusiłam aby się położył. Wszystko szło gładko, dosięgnęłam do noża w międzyczasie całując go w usta.
- Widzisz… nie masz nade mną żadnej kontroli – wyszeptałam słodko, wprost do jego ucha.
- Przecież robisz właśnie to czego chciałem.
- Doprawdy?
Podniosłam się i patrzyłam  na niego z uśmiechem, trochę zaciekawieniem. Po czym wbiłam mu nóż jakoś pod obojczykiem, nie trafiłam… nie mogłam wyciągnąć, więc przekręciłam nóż o 90 stopni. Spojrzałam na niego z pogardą.
- Nie masz, żadnej kontroli…

 

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Zabierz mnie stąd, uwolnij od cierpienia
Utknąłem w zbyt wielu światach
W nieznanym położeniu
W bolesnej samotności
Trzymaj mnie, tonę
Trzymaj mnie.
Zapadam się w ciemność,
Nie widzisz? 

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kolejny rozdział gotowy, trochę późno ale nie mam laptopa… niestety…
Mam nadzieję, ze się podoba :)
Pozdrawiam i czekam na komentarze!

Historia, która nie powinna się zdarzyć… – 23

„Nigdy nie widziałem niczego innego, zupełnie jak ty 
Popatrzyłaś na mnie, nieprzytomnie pusto 
Tylko wpatrywałaś się we mnie”

Usłyszałam przekręcanie się zamku w drzwiach, szybko zdałam sobie sprawę, że nie jest był sam. Jednak do pokoju wszedł tylko on, leżałam do połowy przykryta kołdrą, czułam jak przenikliwie się na mnie patrzy, parsknął śmiechem, aż drgnęłam. Poszedł wziąć prysznic, wstałam szybko i podeszłam do bluzy którą wcześniej zostawił na krześle w nadziei że znajdę tam jakąś broń, niestety na próżno. Usłyszałam, jak zakręca wodę, więc szybko weszłam pod kołdrę. Po chwili wyszedł, mimo, że była do niego tyłem odwrócona czułam jak mierzy mnie wzrokiem.
- Chyba zapomniałaś jak się oddycha.
Rzeczywiście w tym wszystkim nabrałam powietrze i nie zamierzałam wypuścić, otworzyłam szeroko oczy i zamrugałam kilka razy dalej się do niego nie odwracając.
- Dlaczego nie śpisz? – powiedział po chwili.
- Widzisz,  nie pamiętam jak to jest usnąć z własnej woli. – powiedziałam złośliwie.
Poczułam jak łóżko się ugina pod jego ciężarem, spięłam mięśnie, a jego ręka dotknęła 
moje ramię. Chciał mnie przekręcić, abym na niego spojrzała.
- Jak chcesz mogę ci to ułatwić, może być bardzo miło. – mrukną prowokująco, jego ręka powędrowało pod kołdrę.8541840(gif)

Zaczął podwijać mi bluzkę, wtedy mocno złapałam go za rękę.   Wolno się odwróciłam, nieustannie trzymając jego rękę, spojrzałam mu prosto w oczy i puściłam jego rękę, po czym wstałam i się przeciągnęłam. On przyglądał mi się z ciekawością. Spojrzałam na niego jeszcze i poszłam do łazienki trzaskając za sobą drzwiami. Siedziałam tam całkiem długo, przepłukałam twarz zimną wodą i  patrzyłam się długo w lustro. Moją uwagę przykuły jego szerokie spodnie, Raczej nie byłby taki głupi i nie zostawiłby w nich broni, ale zawsze warto sprawdzić. Wtedy zgasło światło. Zrozumiałam, że on stał przy drzwiach. Zostawiłam spodnie i wyszłam z łazienki, przyglądając mu się wrogo. Spojrzałam na drzwi wyjściowe  i jeszcze raz na niego, tym razem łagodniej. Zrobiłam krok i rzuciłam się do drzwi, zanim do nich dobiegłam złapał mnie w tali i ciągnął mnie na łóżko, zaczęłam się szarpać, ale on wtedy wzmacniał tylko uścisk.
– Przestań! – warknął ostrzegawczo
Rzucił mnie na łóżko, spojrzałam zdezorientowana, a on już był koło mnie. Odwróciłam głowę, kiedy nade mną zawisł, przełknęłam nerwowo ślinę i zacisnęłam zęby. Schylił się i pocałował mnie w szyję, szarpnęłam się niezadowolona, spojrzałam na niego jakby z żalem. Wtedy stało się coś dziwnego, zostawił mnie. Opadł na poduszki głośno wypuszczając powietrze.
– No dobra… skoro tak to śpisz dziś z kimś innym.
– C..co? – mruknęłam zachrypniętym głosem.
– Pożyczę cię komuś kochanie. Skoro ja jestem dla ciebie taki zły. – powiedział i wstał, zaczął się ubierać, usiadłam po turecku i skrzyżowałam ręce na piersi.
– Jeśli myślisz, że nastraszysz mnie tak mówiąc…
– Nie będę cię już straszyć, po prostu przejdę do  czynów.
– Naturalnie ode mnie też tego się spodziewaj.
– Dziewczyno, zrozum wreszcie że jesteś w dupie i nic tym nie wskórasz, jeśli byś coś mogła zrobić to już byś to zrobiła. Zaczyna mnie to wkurwiać, że tak się upierasz.
– Przecież podobno to was tak kręciło – rzuciłam cwanie.
– Każdy uwielbia się szarpać z kurwą o 3 w nocy
– Ja nie lubię. – zadrwiłam śmiało patrząc mu w oczy.
– Grabisz sobie maleńka.
Jego ton był bardziej poważny, mimo że się uśmiechał. Spojrzałam na niego i również się uśmiechnęłam.
– Doprawdy? – zdjęłam jego bluzkę i rzuciłam obok.
large (1)(gif)

Spojrzał zaskoczony i oblizał się nieznacznie widząc moje półnagie ciało. Zrobił krok do przodu i przymrużył oczy, szukał podstępu.
– Niechcący… – uśmiechnęłam się słodko i sięgnęłam po bluzkę która była pod moimi nogami, kiedy podniosłam wzrok był nade mną, złapał za bluzkę i czekał aż ją puszczę, potem delikatnie mi ją zabrał.
– Nie musisz się ubierać.
Sama nie wiem o czym myślałam, nie wiem dlaczego to zrobiłam, po co zdjęłam tą bluzkę. Zrobiłam krok w tył kiedy próbował mnie pocałować, potem kolejny i poczułam ścianę za plecami. Rozejrzałam się zdezorientowana i kiedy oparł rękę o ścianę wyślizgnęłam się z pułapki i poszłam po bluzkę, szybko ją założyłam będąc do niego tyłem odwrócona. Słyszałam jego cichy śmiech.
– Mam dość na dziś… naprawdę, chodźmy spać…
– Świetnie, więc śpij
Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi z jego strony, mógł powiedzieć cokolwiek ale nie to. Spojrzałam na niego zdezorientowana, nie wiedziałam co robić. On uśmiechnął się, minął mnie i wyszedł. Nie wiedziałam, gdzie jest dół a gdzie góra, chciałam tylko stąd wyjść. Drzwi były zamknięte, nie mając wyjścia położyłam się po długim czasie i usnęłam.
Obudziłam się i jakoś dziwnie się poczułam,  jakby coś było nie tak, ale było mi tak ciepło i tak wygodnie, że nie chciałam jeszcze wstawać. Ułożyłam się wygodniej dalej nie otwierając oczu. Podkuliłam nogę tak aby leżała na kołdrze, jednak poczułam że jest aż zbyt wysoko, leżała na kimś, na czyjejś nodze. Wtedy jego ręka która dotychczas znajdowała się na moim biodrze, powędrowała trochę wyżej i delikatnie mnie nią głaskał. Otworzyłam gwałtownie oczy, podniosłam się i spojrzałam na Gibsona nieprzytomnie, rozejrzałam się jeszcze wokół. I szybko odsunęłam się w bezpieczną odległość.
– Coś się stało? – spytał Gibson udając zdziwienie.
Rozejrzałam się jeszcze raz zdezorientowana i zaczęłam  ciężej oddychać,  kręciło mi się w głowie. Zaczęłam się dusić własnym powietrzem.
– Niesamowite…
Położyłam się na boku plecami do niego, wtedy zaczęłam się  uspokajać, zamknęłam oczy. Poczułam jak przybliża się do mnie, wyciągnął rękę i próbował mnie dotknąć, wtedy złapałam jego rękę i podniosłam wzrok.
– Nie waż się mnie tknąć – wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
– Bo co mi kochanie zrobisz?
– Już niedługo nie będziesz taki wyszczekany, nie wiesz z kim masz do czynienia…
– Ha! dobrze, że ty wiesz z kim masz.
Spojrzałam na niego ostrzegawczo i puściłam jego rękę, położył  się wygodnie na plecach patrząc na mnie z kpiną. Po chwili mój  wyraz twarzy złagodniał. Podeszłam do niego i zawisłam nad nim, nachyliłam się do jego ucha.
– Bardzo dobrze wiem do kogo mówię, do pieprzonego chuja, który mnie tu trzyma i myśli, że dam mu się przelecieć, a wtedy on zgarnie grubą sumkę i uznanie rówieśników, który chce się wywyższyć i ciągle wierzy w to, że zacznę cię traktować inaczej niż powinnam w danej sytuacji. Odpuść sobie… i tak jesteś na dnie.
Spojrzał na mnie zdumiony, a ja uśmiechnęłam się słodko i zeszłam z niego kierując się do łazienki. Zatrzymał mnie jego śmiech.
– A miało być tak fajnie i po dobroci.
– Co to ma niby znaczyć?
Odwróciłam się zażenowana i spojrzałam na niego, stał koło łóżka trzymał  broń… mierzył do mnie.
– Mam dosyć pierdolenia się z tobą…
– Broń? Serio? Teraz tylko tak będziemy to załatwiać? – Podeszłam do niego.  - Strzelaj! Tylko tak abym się już nie obudziła.
Podniósł jedną brew ze zdziwienia i badawczo mi się przyglądał, nie tego się spodziewał.
– No co jest?! Strzelaj do cholery! Nic mi już zbytnio nie zostało do stracenia… dalej. – ton mojego głosu słabł.
-Chodź tu do mnie. – powiedział spokojnie.
Mimo wszystko nie mogłam się przemóc, nie chciałam robić tego co mi każą… po prostu nie mogłam. Stałam jak wryta, ale on mimo wszystko mnie objął, czyli teraz będzie moją poduszką emocjonalną czy coś? Jego zachowanie nie miało żadnego racjonalnego wyjaśnienia.
– Masz mnie natychmiast zostawić.
– To jaki dla ciebie jestem skarbie, zależy tylko ode mnie. Jakbym tylko chciał zrobiłbym wszystko co rodzi się w mojej chorej wyobraźni. Mówię ci uważaj z kim zaczynasz, bo to nie idzie w dobrą stronę. – Szepnął mi do ucha
Jego ton  mnie przeraził… nie znałam go z tej strony.  Ubrał się i wyszedł zostawiając mnie samą. Podeszłam do drzwi i zaczęłam nasłuchiwać.
-Masz jej kurwa pilnować, niech wywinie jeden najmniejszy numer to wsadzę ci spluwę w dupę i pociągnę za spust. W razie jakikolwiek kłopotów wiesz jak zrobić aby się trochę przespała.
Usiadłam plecami do drzwi, podkuliłam nogi i oparłam głowę o drzwi. Zacisnęłam mocno zęby… nie będę teraz płakać, nie mogę. Wyciągnęłam wysoko rękę sięgając do klamki, drzwi były oczywiście zamknięte. Po chwili namysłu wstałam i podeszłam do okna. Bez zawahania sprawdziłam czy zamknięte.
Barbara-Palvin_Wallpaper-12-280x158

Moją uwagę przykuł Gibson, który stał z jakimś mężczyzną, rozmawiali, paląc przy tym papierosy. Mówił raczej podniesionym głosem, był zdenerwowany, bardzo gestykulował. Mężczyzna podszedł do samochodu który był obok i wyciągną coś po czym dał Gibsonowi. Nie widziałam co to ale chyba fiolka jakaś, jeśli to to o czym myślę, to będzie dopiero nie miło. Zacisnęłam ze złości pięści, może trochę też z bezsilności. Podeszłam  do drzwi i mocno  je szarpnęłam. Nic. Znów udałam się do okna, nikogo tam nie było, poszłam do łazienki, otwierałam wszystkie szafki po kolei, znalazłam sweter koloru khaki i jakieś spodnie, szybko je na siebie założyłam. Odkręciłam wodę i zamknęłam drzwi od łazienki, jeszcze raz podeszłam do okna, i nadal ich nie było, samochód też zniknął. Usłyszałam kroki, podbiegłam do drzwi i schowałam się za nimi, wiedząc że on jak zwykle nie zamknie ich nim mnie nie zobaczy, przekręcił zamek i otworzył gwałtownie drzwi. Rozejrzał się badawczo i zobaczywszy że mnie nie ma udał się w kierunku łazienki. Widziałam jak nasłuchuje  wyjął z kieszeni strzykawkę i butelkę po czym napełnił strzykawkę płynem.
– Skarbie..
Zapukał delikatnie i oparł się o drzwi uśmiechną się jakby sam do siebie. Po chwili ponaglał swoje czyny, w końcu się zdenerwował i wszedł do łazienki. Wtedy ja wybiegłam zza drzwi zamykając je za sobą na klucz. Odwróciłam się i byłam  otoczona, stało z 6 osób wszyscy uzbrojeni. zrobiłam krok w tył i poczułam drzwi, a potem uderzenie. Gibson chciał wyjść. Ktoś podszedł do mnie i przekręcił klucz w drzwiach, byłam w rogu. Drzwi się otworzyły. Czułam jego przyśpieszony oddech na swojej szyi. Delikatnie zagarnął moje włosy do tyłu i szarpnął mocno trzymając cały czas przy tym dotykając mojego ucha swoją wargą. Wszyscy patrzyli na mnie jak wryci. Próbował mi wbić igłę, szarpnęłam się.
– Ciiiiii spokojnie zaraz będzie dobrze.
Mówił pewny siebie, i próbował jeszcze raz. Spojrzałam na niego kątem oka a w mojej głowie już był plan. Odchyliłam głowę dając mu dostęp do szyi. Puścił moje włosy i już dotknął igłą mojej skóry, korzystając z tego, że delikatnie trzyma strzykawkę, szybko mu ją wyrwałam i wbiłam prosto w jego udo. Popatrzyłam na niego z wyższością, a następnie popatrzyłam na tych wszystkich ludzi.
– Widzisz skarbie… tak kończą ci którzy starają się zrobić mi coś na siłę.
Mężczyźni spojrzeli na mnie i nie wiedzieli co zrobić. Dojrzałam luki pomiędzy nimi i postanowiłam że tędy przejdę. Wtedy jeden złapał mnie za rękę.
-Dokąt to?
Spojrzałam na niego z nienawiścią. Ale potem odwróciłam wzrok, a popatrzyłam na niego
wtedy kiedy zrobiłam zamach i uderzyłam go prosto w twarz.
– Zajmijcie się nim i Gibsonem… Lepiej dla niego jak się prześpi.
– Ty mała głupia suko…
– Lepiej się zamknij, bo zrobię to samo z wami wszystkimi. – warknęłam, parząc ostrzegawczo na mężczyzn.
– Przecież, nie będziemy jej słuchać… Na dół z nią.
– Tylko spróbuj.
Mówiłam wszystko bardzo spokojnie, śmiało patrząc się na mężczyzn stojących przede mną, wtedy jeden podszedł do mnie, również zrobiłam krok do niego.
– No dalej, próbuj…
Uśmiechałam się ironicznie, widziałam ich zmieszanie, nie wiedzieli co robić patrzyli na siebie zdezorientowani. Przecież powinnam się bać…
– Tak też myślałam.
Odwróciłam się i jak gdyby  nigdy nic zaczęłam schodzić po schodach. Robiłam wszystko aby się tylko nie odwrócić, zeszłam na dół i rozmyślałam co zrobić, czy uciec, czy pójść do po coś do jedzenia….  Żołądek nie dawał mi spokoju, a pod drzwiami znając życie stoją jacyś ludzie. Podeszłam do drzwi wejściowych, i stanęłam przed nimi w odległości 2 metrów, na wszelki wypadek. Usłyszałam, że ktoś za mną jest, zacisnęłam pięści i wolno się odwróciłam. Popatrzyłam na mężczyznę przed sobą.
– Bill… – mruknęłam słodko
– Powiem ci, że nie spodziewałem się, że jesteś w stanie zrobić coś Gibsonowi, a ty proszę, powinienem bić ci brawo.
– To nie będzie konieczne. Byłoby inaczej, gdyby nie próbował mnie uśpić.
– Ale wyszło na to, że mój bart śpi niczym dziecko, a ty krzątasz się po jego domu jakbyś była u siebie.
– Twój bart? A to ciekawe.
– Nie wiesz połowy rzeczy maleńka.
Odwróciłam się, kiedy usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi. Weszło dwóch umięśnionych mężczyzn, popatrzyli na mnie i na Bila, który własnie skinął im głową. Złapali mnie z dwóch stron pod ramię i zaczęli mnie ciągnąć do jakiegoś pomieszczenia, szłam całkiem spokojnie od czasu do czasu się szarpiąc niezadowolenie. Bill szedł przed nami, prowadził nas. Zobaczyłam gdzie jest  cel naszej „wędrówki” wtedy zapaliło się czerwone światełko w mojej głowie. Wyszarpałam się z łap jednego z oprawcy, ale drugi dalej mnie trzymał za nadgarstek. Przyciągną mnie mocno do siebie i odwrócił abym była tyłem do niego oplótł ręką moją szyję, za ten czas drugi otwierał drzwi do izolatki Próbowałam rozluźnić jego uścisk, i złapałam mocno jego rękę, i z całej siły kopnęłam go w twarz. Mężczyzna zachwiał się i puścił mnie trzymając się za obolałe miejsce. Szybko pobiegłam w stronę wyjścia, zanim  się zorientowali co się stało miałam kilka sekund cennego czasu. Zbiegałam ze schodów… potknęłam się. Leżałam na półpiętrze Podniosłam się na rękach, cała się trzęsłam, zaczęłam pluć krwią.
– O kurwa. – wrzasną jeden z mężczyzn którzy mnie wtedy trzymali.
Podbiegł do mnie i próbował mnie podnieść, zawyłam z bólu.
– Ja pierdole…  połamała żebra.  - położył mnie na plecach.
– Co kurwa?! Odsuń się! 
Podszedł do mnie Bill i podciągną mi  sweter, dotknął delikatnie po czym wstał  i zaczął nerwowo chodzić.
– Zanieście ją na górę, niech ktoś jej to opatrzy i najlepiej będzie, aby się przespała… Mamy kurwa przejebane.
– Zo..staw..cie  mnie, nic….nic mi nie…będzie. – mówiłam z trudem, nie mogąc złapać oddechu.
– Na co kurwa czekacie?! Bierzcie ją na górę.
Wtedy podszedł do mnie jeden i wziął mnie na ręce. z każdym stopniem, każdym ruchem moje ciało przeszywał okropny ból. Niósł mnie korytarzem i kątem oka zobaczyłam, że znów niesie mnie do tej pieprzonej izolatki. Już nie tak delikatnie mnie położył i zamknęli drzwi. Złapałam się za obolałe miejsce, miałam złamane co najmniej 4 żebra, syknęłam z bólu i zwinęłam się w kulkę.  Po kilku może kilkunastu minutach drzwi się otworzyły. Wszedł Bill. Gwałtownie się podniosłam, czego od razu pożałowałam, potworny ból przeszedł moje ciało, zacisnęłam mocno oczy, upadając na kolana. Z tyłu stali ci dwaj mężczyźni.
– Lepiej nie szalej, bo będzie gorzej…
– Nic mi nie będzie…. – wymamrotałam,
Wtedy on złapał mnie mocno za żuchwę zmuszając abym na niego patrzyła, przybliżył się do mnie tak jak to tylko było możliwe.
– Słuchaj kochanie, Sival nie może się dowiedzieć o tym co się stało, jeśli wyśpiewasz mu cokolwiek przysięgam, że własnoręcznie cię zabije.
Popatrzyłam na niego z nienawiścią i plunęłam prosto mu w  twarz.
– Ty pierdolona kurwo….
– Bill nie ma czasu… – powiedział jeden z mężczyzn
– Na co kurwa nie ma czasu?! Skoro mała nie chce współpracować to nafaszeruje ją przeciwbólowymi i będzie spokój.  - Puścił mnie i upadłam na piach.
– Jesteś tchórzem Billy… boisz się że Gibson się dowie? Dlaczego?
Spojrzał na mnie z irytacją, może złością i wyciągnął do jednego z mężczyzn rękę. Podał mu coś, Bill popatrzył na mnie znów i się uśmiechnął.
– Nie robię tego dla siebie skarbie, ale nie bój się zaraz będzie po wszystkim.
Wbił mi strzykawkę w udo, spojrzałam na niego z przerażeniem, a on wstał i patrzył na mnie przenikliwie z góry.
– Dajcie jej znieczulenie na te żebra i jakoś naprawcie to coście spieprzyli. Poczekajcie, aż uśnie.. nie dajcie się zwieść, że jest bezbronna…
Wszyscy wyszli, słyszałam jak  zamykają się mocarne drzwi na wszystkie spusty. Wspięłam się pamiętając o moim wcześniejszym wyjściu. Samo odsłonięcie tej pianki było bardzo trudne, chyba ktoś to naprawił. Spojrzałam na otwór wentylacyjny był przyspawany nie było mowy aby drgnął. Moje ciało zaczęło odmawiać mi posłuszeństwa, próbowałam jakoś zejść ale nogi już nie wytrzymały i upadłam na piach. Z bólu aż krzyknęłam przeraźliwie, bardzo płytko musiałam oddychać, bo każdy wdech sprawiał potworny ból. Jeszcze chwilę i usnęłam.
Drygnęłam niespokojnie, czując, że nie jestem na piasku, byłam na twardym zimnym betonie, wtedy też wstałam szybko czując, że leżę na tym boku, gdzie mam połamane żebra, ale nie czułam bólu, musieli mi coś zrobić, jakieś znieczulenie o którym wcześniej mówili. Było ciemno niedaleko mnie była tylko żarówka zwisająca z sufitu która dawała jakiekolwiek światło. Boże… byłam w klatce. Obraz jeszcze mi się rozmazywał, próbowałam się jakoś skupić aby patrzeć gdzie jestem. Miałam ręce całe we krwi… skąd się to wzięło, popatrzyłam pod nogi  większa połowa podłogi była we krwi. Osunęłam się i usiadłam patrząc na to.

11930860_414211565454818_1567311922_n
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Dlaczego przyszedłeś, wiedziałeś, że powinieneś zostać
To bluźnierstwo
Próbowałem cię ostrzec, by trzymać się zdala
I teraz, oni są na zewnątrz, gotowi by niszczyć
Wygląda na to, że możesz być jednym z nas

 

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kolejny rozdział gotowy : )
Zostawiajcie komy, nie wiem czy pisać, bo nie ma zbytnio zainteresowania…
No nic…. następny rozdział jakoś niedługo, jakoś ostatnio brakuje mi motywacji.
Pozdrawiam.
(JEEEEEJ 2700 słów)

Historia, która nie powinna się zdarzyć… – 22

„Szczęście jest jednak stanem rozumu, zatem przyjemność doskonała zachodzi wtedy, gdy można ją odczuć bez bólu i żalu. Człowiek musi nad rozkoszą panować, a nie być przez nią opanowany.”

 

- Pomieszczenie 1.5×1.5 całkowicie wytłumione, ściany poryte pianką, tak aby nic sobie nie zrobiła. Na spodzie wysypaliśmy piasek, a pod piaskiem warstwa pianki i beton, tak jak chciałeś. Pokój wyposażony w ukrytą wentylację, aby miała czym oddychać. Stalowe drzwi  zamykane na  trzy masywne zamki, każdy z nich ma oddzielny klucz. Brak możliwości otworzenia od wewnętrznej strony. Ukryte 2 kamery przy suficie 2.5m nad ziemią, oraz 3 otwory na wpuszczenie gazu usypiającego na każdej ścianie z tego 1 wyżej niż pozostałe. Zamontowałem też 4 głośniki, efekt taki jakby głos wychodził z twojej głowy.
- Doskonale.
- Czy odpowiesz mi na jedno pytanie?
- Jeśli nie będzie ono idiotyczne to cze
mu nie.
- Czy naprawdę potrzebujemy, aż tyle zabezpieczeń? Przecież, to tylko jakaś małolata, nie wystarczy zamknąć ją w pokoju i powiedzieć, że jeśli nie będzie się słuchać to  ją zabijesz? Albo postraszyć ją bronią i może wtedy byłaby grzeczna?
- Oh przyjacielu… – patrzył na niego z kpiną i jakby sam nie wierzył w to co słyszy, nie miał ochoty na tłumaczenie mu wszystkiego co kiedykolwiek zrobiłam. – Za pewne i by dało tylko tyle, że by się wkurwiła i wtedy ja bałabym się z nią zostać sam. – zadrwił
- To tylko mała wystraszona kurwa… przestań żartować i powiedz dlaczego tak trzeba uważać?
- Mała kurwa za 19 milionów…
- Jak to możliwe?!
- Ludzie szukają dziewczyn które mają pożądane przez nich cechy, ona ma w sobie wszystko czego można pragnąć… taka idealna a za razem niedostępna. Każdy chce ją mieć… każdy jej pragnie, każdy  chce ją złamać, aby była jego, a ona? Hmm ona przeżyła takie piekło i dalej walczy.  Nikomu nie uległa, a metody jakie stosowali, aby ją wytresować, były…… naprawdę intrygujące. I mówię to ja – obaj mężczyźni zaśmiali się – dlatego też obrałem inną metodę i zobaczymy co z tego wyjdzie. Najważniejsze, aby zachować jak największą ostrożność, ponieważ nie ma pułapki z której by nie wyszła, jest sprytna… aż za bardzo.
- Trudno mi to sobie wyobrazić, ale mnie to jakoś nie kręci, nie masz pewności, że ją złamiesz i, że będzie się do ciebie łasić.  Ja wolałbym kupić sobie jakąś dziewice ostro ją wyruchać i nie bawić się w te całe zakłady.
- Co kogo kręci. – rzucił mu drwiący uśmiech
-Dobra… ja się zmywam, jak coś wiesz gdzie jestem. 
- Na razie.
Wtedy zadzwonił jego telefon.
- Co jest Bill?
- Wszystko gotowe, możesz ją zabierać.
- Super będę za  20 minut. Zrób tak aby było spokojnie- na te słowa oba mężczyźni zaśmiali się porozumiewawczo.
Spojrzałam na niego leniwie jakby nie przejęta tym co się zaraz stanie.
- Co Sival chce zrobić?
- Sival? Dlaczego tak do niego mówisz? Nie przedstawił ci się? – zaśmiał się
- Chyba nie było bardzo okazji…
- Czyżby? – przerwał oschle
- Jak mam do niego mówić?
- Znając życie tak jak chcesz… ale z tego co mi wiadomo nie ma na imię Sival.
- Skoro nie zamierzałeś mi powiedzieć jak na prawdę ma na imię to po co zacząłeś temat? – Warknęłam z lekką irytacją, na co on uśmiechnął się złośliwie.
- Po prostu zdziwiło mnie to, że jeszcze tego nie wiedziałaś, – mówił wolno, jakby coś ukrywał, jego wzrok uciekł gdzieś za mnie. Odwróciłam głowę i próbowałam jeszcze odbiec kawałek, ale było trochę za późno,  czyjeś ręce mnie owinęły i poczułam tylko jak wbijają mi igłę w szyję bardzo mocno przy tym trzymając, po chwili mnie puścili. Zachwiałam się ale stałam wszystkiego świadoma. Oparłam się o ścianę
- Gratulacje… naprawdę. – zaczęłam się śmiać i  osunęłam się na podłogę.  - Musisz panować nad wzrokiem, gdybyś się nie spojrzał dalej bym nie była świadoma „jak”

10986231_329535527243411_821408249_n

-Wszystko poszło zgodnie z planem, więc?
– Więc się zamknij. Nie musisz mnie już zagadywać.
– Sprytna mała. – powiedział i usiadł za metalowym biurkiem co chwile na mnie zerkając.
Widział, że walczę, walczę z własnym organizmem, w pewnym sensie go to fascynowało. Zerkał nerwowo na zegarek widząc, że nie zasypiam, minęło już 15 minut, powinna już spać dawno. Wyszedł nerwowo trzaskając drzwiami. Wstałam przewracając się raz na jedną a drugi raz na drugą stronę, doczołgałam się do biurka i szukałam broni. Usłyszałam kroki sięgnęłam po pistolet i usiadłam na fotelu zakładając nogę na nogę, celowałam w drzwi. Kiedy do nich celowałam wszedł Bill, a obok niego Sival i jeszcze jeden mężczyzna, nie byłam pewna ale to chyba ten który mi robił zastrzyk.
– Co do chuja… – Powiedział Bill Spojrzeli na mnie zaskoczeni, a ja uśmiechnęłam się  prowokująco.
awesome-bill-kaulitz-tokio-hotel-tom-kaulitz-zwillinga-alarm-Favim.com-184678
– Jak? – zapytał mężczyzna
– To tylko senność, trzeba nad tym panować, a nie być przez nią opanowanym. – wymamrotałam z prowokującym gestem wiedząc jak przenikliwie mi się przyglądają.
– Bill świnio, a miało być spokojnie.- zadrwił Sival, zbliżając się do mnie
– Gibson… kurwa stój.
– Gibson? – rzuciłam zaskoczona ale dalej rozbawiona całą sytuacją – Więc tak masz na imię? – wymierzyłam bronią prosto w niego.
– Przecież ona nie strzeli..- zaśmiał się
– Doprawdy? – powiedziałam i podniosłam brew prowokując, a uśmiech ani na chwilę nie schodził z mojej twarzy.
– Tak. – Wycelowałam w jego serce i  nacisnęłam spust. Nic.
– Oh droczę się tylko. – Przeładowałam i strzeliłam do mężczyzny który próbował mnie okrążyć, tego który robił zastrzyk, dostał w udo i zaczął przeraźliwie krzyczeć. – Wybacz ale dwa razy  się na to samo nie nabiorę – i strzeliłam mu w głowę.
Oboje mężczyzn patrzyli na mnie w szoku.
– Koniec tego kurwa. – warkną niebezpiecznie Bill
– Chcesz mi popsuć zabawę? Ja dopiero się rozkręcam.
– Zrób coś kurwa…
– Spokojnie… patrz – powiedział nieprzejęty całą sytuacją Gibson. – Maya chyba wymięka
Moja ręka powoli opadała, zaczął podchodzić do mnie. Wtedy gwałtownie wstałam i resztkami sił wycelowałam w niego. Obraz mi się trochę zamazał i broń mi wypadła z ręki. On szybko podszedł i przerzucił mnie przez bark.
– Miło cię było zobaczyć Bill, a i sorry za Grega, byłem pewny, że tego nie zrobi, cóż jak chcesz przyślę ci kogoś od siebie jako  r e k o m p e n s a t a  - Zaśmiał się
– To cię kurwa bawi?!
– Wyluzuj, zajmę się nią, – klepnął mnie po tyłku
– Ta mała i broń to złe połączenie, lepiej nie trzymaj broni w spodniach, zwłaszcza kiedy trzymasz ją na ramieniu.
– Ona mi nic nie zrobi. – uśmiechnął się prowokująco.
– A….. chcesz…. się przekonać? – wymamrotałam resztkami tchu i lekko dźwignęłam się  opierając o jego plecy, ale  nie miałam tyle siły i opadłam chwilę potem.
Obaj mężczyźni spojrzeli na siebie znacząco, Gibson wzmocnił uścisk i poprawił mnie abym stabilniej leżała na jego ramieniu.
– Spadam – powiedział i wyszedł
– Trzymaj się… i ją w sumie też – rzucił mu lekki uśmiech.
– Dzięki.
Czułam jak położył mnie na tylnych siedzeniach, potem zamkną drzwi i już nic nie pamiętam. Ciągła ciemność przed oczami, poczułam, że leżę na czymś dziwnym… przecież to piasek. Gwałtownie się podniosłam, zaczęłam  się nerwowo rozglądać, rękami badając przestrzeń, oparłam się o ścianę i osunęłam się aby siedzieć. Moje oczy musiałam przyzwyczaić do ciemności, poczekałam trochę aż przestało mi się kręcić w głowie, było „jaśniej” widziałam każdy detal izolatki. Spojrzałam do góry, coś tam świeciło, czyżby kamera? Zajmę się nią później, Chodziłam od ściany do ściany badając każdy szczegół, szukając każdej oznaki wyjścia. Domyślałam, się, że muszą być tu drzwi, tylko w której ścianie, wszystko było identyczne, dosłownie, jakby mnie ktoś rzucił górą i…. górą? to jest myśl. Czułam ciągle świeży podmuch powietrza, wentylacja….  kamery. Muszę się pozbyć kamer. Podskakiwałam i za każdym razem starałam się dosięgnąć, W końcu zaparłam się nogami o 2 równoległe ściany i wspinałam się do  góry. Kamera była schowana w piance, jedyne co wystawało to obiektyw, chwilę mi zajęło zanim udało mi się ją wyciągnąć. Pocałowałam obiektyw i zaczęłam walić nim o ścianę, aż się rozpadła na kawałki. Zeskoczyłam na piach i usiadłam chwilę myśląc. Nie widziałam żadnego wyjścia tam, musi być gdzieś schowany. Położyłam się na brzuchu unosząc nogi w górze zakopując szczątki kamery. Później rysowałam sobie coś na piasku, miałam dość, przekręciłam się na plecy i patrzyłam w górę.
– No wiesz co?! – warknęłam kiedy zobaczyłam czerwone światełko. – Były 2?! – Leniwie się poniosłam otrzepując piach z ciała. Wspięłam się i próbowałam zrobić to samo z tamtą.
– Nie radze kochanie – tak się przestraszyłam, że straciłam równowagę i zleciałam na piasek syknęłam z bólu – Ostrożnie… jeśli to zrobisz będę musiał przyjść i zamontować kolejne, a ty zostaniesz uśpiona. Widzisz… ten pokoik został zaprojektowany specjalnie dla ciebie i teraz nie ma dokąd uciec.
– Pieprz się! -krzyknęłam
Zaczęłam się wspinać i jednym ruchem wyrwałam kamerę. Szybko ją rozwaliłam Wtedy ześlizgnęła mi się ręka i zerwałam kawałek pianki, znalazłam… wentylacja. Zeskoczyłam i znalazłam kawałek kamery i zaczęłam odkręcać śrubki, zbyt prosto. Zdjęłam i usłyszałam że wpuszcza gaz usypiający, szybko nabrałam powietrza, zeskoczyłam i schowałam kratkę w piasku, wspięłam się i weszłam do środka. Wyjście zasłoniłam pianką i zaczęłam czołgać się przez wentylację, na początku nieudolnie, trochę mi się w głowie kręciło, a potem nabrałam wprawy. Zdawałam sobie sprawę, że mogę się znajdować nad różnymi pokojami w których roiło się od takich osób jak Gibson dlatego chciałam to robić jak najciszej. Zobaczyłam  światło, tak jak myślałam to był jakiś pokój. Zajrzałam do środka nie wierzyłam w to co  widzę… ale akurat trafiłam na ten pokój w którym wcześniej byłam… Mało tego siedział tam on. Akurat wszedł jakiś mężczyzna.
- Sival mamy problem…- mówił bardzo zdenerwowany
- Ostatnio zbyt często coś chrzanisz… mów co jest.
- Nie ma jej tam.
- Jak to jej nie ma?! – pierwszy raz widziałam go tak zdenerwowanego – Przecież się kurwa nie rozpłynęła w powietrzu. Masz ją znaleźć, albo zabiję cię jak psa.
- Oczywiście szefie. – Powiedział i wyszedł tuż za nim.
Pokój był pusty, wiec postanowiłam, że wyjdę starałam się wyjść jak najciszej, ale nie mogłam odkręcić śrubek. Dobra, wzięłam głębszy oddech spróbowałam jeszcze raz i z całej siły kręciłam kawałkiem kamery, powoli ale zaczęło się odkręcać. Powoli ale całkiem zgrabnie wyszłam z szybu, podeszłam do biurka i szukałam broni, albo noża…. albo czegokolwiek. Zajrzałam pod biurko gdzie była przyklejona broń dobyłam ją i podeszłam do drzwi, delikatnie nacisnęłam klamkę i rozejrzałam się po korytarzu. Nikogo nie było, wyszłam i podeszłam do barierki.
Zeszłam cicho po schodach i zatrzymałam się przy futrynie, nasłuchiwałam czy ktoś idzie. Było zaskakująco pusto. Szybko odnalazłam drzwi wejściowe. Z lekkim zawahaniem nacisnęłam klamkę, wyjrzałam a przede mną stało dwóch goryli, mogło być tak, że mnie nie zobaczyli, więc szybko zamknęłam drzwi. Zastanawiałam się gdzie mogę się schować, przecież nie wylecę do nich i nie zabiję wszystkich najpewniej ośmioma strzałami. Wycofałam się i postanowiłam, że zaczekam w tym pokoju gdzie będzie Gibson wtedy rozprawię się z nim. Szybko wróciłam i podeszłam jeszcze do okna, aby sprawdzić, czy dalej jest zamknięte, na moje nieszczęście było. Stanęłam tyłem do drzwi i właściwie  długo nie musiałam czekać. Dosłownie chwilę zajęło jak się zjawił. Wszedł nabuzowany trzaskając za sobą drzwiami. Na mój widok zatrzymał się i popatrzył tak jakby zobaczył ducha. Uśmiechnęłam się do niego słodko i usiadłam na krześle przodem do oparcia rozstawiając szeroko nogi.

img-thing

- Historia lubi się powtarzać, nieprawdaż?
Widziałam jak nerwowo przełknął ślinę i patrzył na mnie z niedowierzaniem, pokazałam wtedy broń mierząc do niego.
– Najwyraźniej lubi, – zaśmiał się w ogóle nie przejęty tym, że mierzyłam do niego jego własną bronią
– Usiądź. – zaprosiłam go ruchem broni. aby usiadł na wielkim łóżku, na tym łóżku którym wcześniej mnie trzymał siłą… na którym mnie dusił i poniżał… 

 tumblr_n53qfmvIsr1si94j3o1_500

 - A wiesz z przyjemnością – uśmiech nie schodził z jego ust.
- Co za ironia nie uważasz? 
- Co masz na myśli? 
- Znów mam możliwość cię zabić, twoją bronią, w twoim pokoju… i domu.  
- To nie jest mój pokój, tylko nasz. 
- Nie bądź śmieszny, ty już raz do mnie strzeliłeś, teraz moja kolej.
Wstałam i powoli się do niego zbliżałam. On usiadł wygodniej i oparł się rękami z tyłu patrząc na mnie z kpiną, jakby dobrze się bawił przy tym wszystkim. 
- Nie rozumiem co cię tak bawi. – mówiłam będąc od niego w odległości niecałych 2 merów nieustannie mierząc bronią.
- Ze wszystkich osób jakie kiedykolwiek do mnie celowały bronią, ty jesteś najseksowniejsza.  
Stałam na  przeciwko niego, jak miałam wykorzystać okazję to tylko w jak najlepszy sposób. Weszłam na łóżko siadając na nim okrakiem, jedną rękę położyłam koło jego żeber zmuszając tym samym aby się położył.
- Najseksowniejsza? Teraz na pewno tak.
Wtedy usiadłam na nim okrakiem dalej nieustannie trzymając broń, poczułam, że jego ręce powędrowały na moje pośladki, dosyć mocno je ściskał. Chwyciłam Jego ręce i położyłam  na boki, w każdej chwili mógł mi zabrać broń ale tego nie zrobił. 
- Odłóż broń kotku, tylko ci przeszkadza. 
Na te słowa uśmiechnęłam się i cicho zaśmiałam. Popatrzyłam w jego brązowe tęczówki i czułam jak narasta w nim pożądanie postanowiłam to kończyć.  Przeładowałam broń i wymierzyłam prosto w jego czoło. Nacisnęłam spust. On spojrzał na mnie i zaśmiał się. 
- Tak, nie był naładowany  i  tak wiedziałem o tym – odpowiedział na pytanie którego nie usłyszał  i wpił mi się w usta.
 Odpychałam go jak tylko mogłam, ale on był silniejszy. W końcu oderwał się od moich ust i spojrzał na mnie 
- Jesteś niesamowita, najpierw sama na mnie wchodzisz i się łasisz, a teraz kiedy pozbyłaś się broni walczysz. – Przycisnął mnie mocno do siebie. Jeszcze raz się szarpnęłam, ale nic to nie dało więc trwałam tak przy nim. 
- Puść mnie. – wymamrotałam spokojnie
-  Śpisz dziś ze mną.
- C..co? 
- Chyba, że wolisz tam – uśmiechną się cwanie – z tym, że tam nie noc tylko tydzień. Bez jedzenia i wody. 
- Myślisz, że się boję? Już jeden był taki co mi tak zrobił, myślisz, że wzięcie mnie na przeczekanie coś da? – spojrzałam na niego z prowokującym uśmiechem 
- Więc śpisz dziś ze mną, tutaj.  
Pocałował mnie w czoło wykorzystując okazję, że na niego patrzę. Szybko spuściłam wzrok wyraźnie zirytowana. Położył mnie na łóżku a sam wstał  patrząc na mnie z uśmiechem. 
- Jesteś taka piękna… – mruknął i puścił mi oczko po czym wyszedł. 
Podeszłam do drzwi i szarpnęłam za klamkę, nie zamkną drzwi, wyjrzałam i zobaczyłam jak rozmawia z jakimś mężczyzną, był bardzo poważny wskazał na pokój i kiedy mnie zobaczył gestem kazał mi wejść  z powrotem.  Zrobiłam to, chociaż sama nie wiem dlaczego.  Kiedy chciałam znowu wyjść on stał przy drzwiach, a ja mimowolnie  się odsunęłam. 
- Wyluzuj maleńka… będę później. Bądź grzeczna. Tam masz łazienkę jak coś.
Pokazał na drzwi po mojej prawej stronie, odwróciłam wzrok wyraźnie zirytowana, zacisnęłam zęby. Nie rozumiem, dlaczego mam nie wychodzić… przecież jak będę chciała to sama wyjdę. 
- No co jest? Co byś jeszcze chciała? Broni na pewno ci nie dam. 
- Rzeczywiście śmieszne. 
- Już chyba wiem czego chcesz. – Wszedł do pokoju zostawiając drzwi otwarte, zrobiłam kilka kroków w tył, a on zrobił to samo nie widziałam gdzie idę  potknęłam się o krawędź łóżka i usiadłam na nim. Zobaczyłam, że się uśmiecha, więc o to chodziło. Szybko wstałam i nie zdążyłam nic zrobić bo on już stał przede mną, nie miałam miejsca aby się odsunąć. Nie chciałam na niego patrzeć, spuściłam głowę. Widziałam jak wyciąga ręce w geście objęcia mnie, ale nie zaciskał ich tylko rozłożył tak abym nie mogła odejść  w bok.  Jedną ręką złapał mnie za podbródek podnosząc mój wzrok w górę, delikatnie mnie pocałował. 
- Niedługo będę. 
Wyszedł. Nie rozumiem go całkowicie, z jednej strony mnie porwał, na moich oczach zabił 2 ludzi,  nawet do mnie strzelił a teraz jest delikatny? Coś się tu nie klei… i dlaczego kiedy gadał z tym facetem był taki poważny. Postanowiłam skorzystać z prysznica. Ciepła woda i zapach szamponu kokosowego to coś co lubię. Wyszłam tak odprężona, że gdyby nie świadomość, że jestem w łazience mojego porywacza to bym była w niebie. Moje spojrzenie przykuła paczka której wcześniej nie było, domyśliłam się od razu co tam było, ale bardziej zdziwił mnie fakt jak udało się komuś tutaj wejść… jestem zawsze na takie rzeczy czujna. Tak czy siak założyłam zawartość która oczywiście okazała się czarną bielizną. Szkoda tylko, że nie było nic innego, oprócz…. oczywiście… oprócz jego pieprzonej bluzki. Nie założę jej… nie ma opcji, z drugiej strony będę musiała być w samej bieliźnie.Wysuszyłam trochę włosy, dalej zostawiając je wilgotne, umyłam zęby i wyszłam. Kręciłam się tak bez celu po całym pokoju, nie chciałam tu być kiedy on przyjdzie. Poszłam po tą bluzkę i ją założyłam. Przeszłam się po pokoju, i szukałam czegoś dzięki czemu miałabym przewagę. Dochodziła godzina 22 więc postanowiłam, że się położę. Czemu tego wcześniej nie zrobiłam? 

Ostrzegam cię, nie podążaj za mną
Nie będę za tobą tęsknił, nie widzisz tego?
Czego chciałaś, to nie działa
Idź, szukaj brudów o mnie
Brudów o mnie
Zimny pot na twym czole
Teraz możesz mnie usłyszeć krzyczącego
Twój świat zginie
Bo teraz wyciągnę wtyczkę
Wyciągnę wtyczkę
Czuję się tak
Klaustrofobicznie tutaj
Uważaj!
Teraz lepiej zniknij
Nie możesz
Mnie powstrzymać
Wyrwę się
Wyrwę się
Nie licząc więcej wszystkich twoich kłamstw
Nie czekając więcej na twoje pożeganie
Jest za późno
O wiele za późno
Jesteś jak gorzka pigułka
Którą musiałem wziąć wbrew mojej woli

„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„„`
Kolejny wpis już jest, mam nadzieję, że się podoba. :)
Czekajcie z niecierpliwością na następny, bo pojawi się już niedługo. 
Pozdrawiam serdecznie i liczę na jakieś komentarze :)

 

Historia, która nie powinna się zdarzyć… – 21

” Obojętność może być sposobem na uniknięcie bólu i że często traktuje się ją błędnie jako przejaw powierzchowności uczuć”

~ Thomas Harris „Milczenie owiec”

- Tak, bardzo dobrze… właśnie o to mi chodziło.
– Jeśli myślisz, że dam się tak łatwo to jesteś w błędzie
– Ty i tak już jesteś moja. – mruknął pewny siebie, po czym położył  rękę na moim policzku, głaszcząc go delikatnie. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, chciałam odwrócić głowę, ale nie mogłam, jakby mnie swoim spojrzeniem przekonał abym tego nie robiła bo stanie się coś złego. Spojrzałam na niego pełna gniewu i nienawiści.
– Mam nadzieję, że zastanowiłeś się co robisz, przecież wiesz co się zaraz stanie… – warknęłam kiedy jego ręka wędrowała niżej po moich żebrach. Znalazłam siłę aby spojrzeć śmiało w jego oczy i uśmiechnąć się prowokująco.
– Oczywiście, że wiem, – uśmiechną się, i tak bardzo się pochylił, że zmusił mnie tym samym do położenia się. Zaczął mnie całować po szyi idąc wyżej do ust. Szarpnęłam się wyraźnie zirytowana, dając głowę w drugą stronę., kiedy próbował wyprzedzać moje ruchy i łączył nasze usta próbowałam go uderzyć, moje ręce zatrzymały się kilka cm przed jego twarzą. Łańcuchy napięły się, a ręce zatrzymały i drżały ze złości… On popatrzył na mnie i uśmiechną się jakby z kpiną.
– A było tak blisko… – mruknął po czym złapał mnie za głowę unieruchamiając abym się nie kręciła, po czym gwałtownie wpił mi się w usta i zachłannie zaczął całować, po chwili schodził niżej, aż do dekoltu. Wedy też szarpnęłam się, a moje ciało wygięło się w łuk dając wyraźnie do zrozumienia mężczyźnie aby przestał.
– Zostaw mnie! – warknęłam
– Musisz być posłuszna,  rozumiesz? Trzeba cię nauczyć kilku rzeczy… – Powiedział z lekką przestrogą. Oderwał się ode mnie i wstał spojrzał na mnie jakby z kpiną, po czym obszedł dookoła  i zbliżył twarz do mojego ucha i musną delikatnie  swoimi wargami. Szarpnęłam się lekko przestraszona, a on widząc to zaśmiał się cicho. Zaczął rozpinać mi ręce z łańcuchów, kiedy tylko poczułam, że jestem wolna wstałam gwałtownie, a on jakby w ogóle tym nie przejęty, układał kajdany na stole i po chwili  popatrzył leniwie na mnie, stanęłam w rogu i patrzyłam na niego co zrobi.
– Myślisz, że to coś ci da? Że jak staniesz koło ściany to nic ci nie zrobię? Od teraz będziesz na każde moje zawołanie, każde choćby najdrobniejsze skinienie – mówił i ciągle zbliżał się do mnie wolno patrząc na mnie śmiało, od czasu do czasu patrząc gdzieś w bok.


Tom-tom-kaulitz-1341377-600-608 (1)

– Ściana wydaje się bardziej atrakcyjna niż ty… – odwróciłam się tyłem chcąc bardziej „podziwiać” każdy detal ściany – Wiesz… taka aksamitna w swojej prostocie… – Jęknęłam z bólu jak jego ciało docisnęło moje do przed chwilą tak fascynującej ściany.
– Mmmm co jak co ale tyłek to masz fajny.
– Co to za szczeniacki tekst? – uśmiechnęłam się prowokacyjnie. Wtedy odsuną się i owinął swoje ręce wokół ojej talii przyciskając tak jak to tylko możliwe do siebie. – Zaraz….  moja wątroba zmieni swoje…..położenie jak mnie.. nie puścisz. – mówiłam z trudem.
– Spokojnie.- powiedział oschle i jego ręce powędrowały na moje piersi, kiedy próbowałam się szarpnąć przycisną mnie do ściany. Udało mi się wyswobodzić jedną rękę i z całej siły uderzyłam go z łokcia w czuły punkt, mężczyzna zawył i zwinął się w pół. Ja odskoczyłam i próbowałam znaleźć drzwi. W półmroku nic nie było widać, adrenalina skakała. W pewnym momencie potknęłam się o coś i boleśnie upadłam, na podłogę. Syknęłam i próbowałam się dźwignąć na łokciach. Wtedy poczułam jak coś, a raczej ktoś mnie przygwoździł do podłogi. Pociągnął mnie za włosy i wysyczał przez zaciśnięte zęby.
– Suczka lubi ostro? Więc będzie ostro. Wstawaj! – Rozkazał schodząc ze mnie. Zgrabnie się podniosłam i spojrzałam na niego on złapał mnie za rękę i ciągnąc mnie do siebie próbowałam dotrzymać mu kroku. Podszedł do żelaznych drzwi i zapukał, jakiś mężczyzna ze dwa razy większy ode mnie spojrzał i uchylił szerzej drzwi. Zatrzymałam się i spojrzałam z przerażeniem na mężczyznę, nie było mowy abym się ruszyła. Mężczyzna patrzył na mnie  ostrzegawczo.
– Nie będę się z tobą szarpać, na pewno nie teraz. Weź ją i idziemy. – powiedział do ochroniarza, który wyciągnął do mnie swoją szorstką rękę, ale odsunęłam się tak aby mnie nie dotknął.  Jeden krok wystarczył, aby mnie dosięgnął i tak mocno chwyciła abym nie mogła nawet pomyśleć o ucieczce. Choć szarpałam się jak tylko mogłam nic z tego nie zdziałałam.  Z bezradności ludzie robią wszystko tylko aby wyjść z dalej sytuacji, ja zrobiłam takie głupstwo, że próbowałam go ugryźć. Własnie za to zaklejono mi usta taśmą. Korzystając z okazji związali mi również ręce z tyłu. Jeszcze nigdy nie miałam w sobie takiej złości jak teraz.
– Spokojnie kochanie…  postaw ją tutaj i przyprowadź mi kogoś.
– Dobrze szefie. – powiedział niskim głosem, że aż moje ciało przeszły zimne dreszcze. On stanął za mną trzymając mnie za związane ręce. Przyciskając do siebie i dysząc do ucha. Staliśmy przed jakimś pomieszczeniem, przypominało mi to sale przesłuchać na komisariacie, brakowało tylko stołu i 2 policjantów, którzy powtarzali „będzie dobrze, tu nic ci inie grozi”  hmm w sumie całkiem zabawne podstawiając to do obecnej sytuacji. Moje rozmyślenia przerwał ochroniarz idący z trojgiem ludzi.
– Co jest Sival? Przecież dostałeś kasę. – powiedział jeden z mężczyzn
– Dostałem
– Więc o co chodzi?- Sival, bo tak miał na imię zaśmiał się, a nieznajomy mężczyzna spojrzał na mnie- To chyba nie jest? Przecież to ta mała… – szturchną swojego kolegę i zaczęli przenikliwie na mnie patrzeć.Przewróciłam teatralnie oczami i spojrzałam pytająco na mężczyznę który mnie trzymał, on odpowiedział tylko drwiącym uśmiechem.
-Czyż nie jest słodka?- Powiedział mój porywacz, zaciskając uścisk na moich rękach. Szarpnęłam się niezadowolona.
Ochroniarz, zaprosił mężczyzn gestem do pokoju. Sival przywiązał mnie do słupka na przeciwko dużego okna, przez które widziałam mężczyzn. Z pewnością było to szkło weneckie, bo wątpię, aby mnie widzieli. Pogładził mnie po policzku, po czym podszedł do okna i  kliknął jakiś przycisk, cały czas na mnie patrząc i uśmiechając się kpiąco. Przyłożył palec do ust i wyciągnął broń, popatrzyła na niego a do oczu zaczęły napływać łzy. Wiedziałam co zaraz się stanie  Mężczyzna nie czekając zniknął mi z pola widzenia. Wtedy usłyszałam rozmowę mężczyzn którzy mówili coś o mnie.
– Widziałem już wcześniej tą sunię… Na imprezie u Felksara, naszprycował ją amfetaminą, bo inaczej pewnie by jej nawet nie dotknął. Niby najlepszy w tym fachu a musiał ją kurwa odurzać, ale kleiła się do niego całą noc niczym kotka zawsze jakieś plusy były…- zastanowiłam się chwilę, ale nie pamiętałam już co się wtedy działo –  Jak dla mnie to przegrana sprawa z nią… Po chuj ładować tyle kasy, chociaż za tyle można kupić dziesięć dziewiczych dziurek. Z drugiej strony… całkiem ładna jest.- wtedy wszyscy się zaśmiali. Wzrok mężczyzny powędrował na koniec pomieszczenia.
– Sival… oddasz mi ją zanim z nią skończysz? Chciałbym się zabawić z tą małą. – uśmiechnął się serdecznie z prowokującym gestem.
– Przyjacielu… ustaw się w kolejce, myślisz, że jesteś jedyny? – spojrzał cwanie w stronę okna.
– Ale po znajomości
– Po znajomości masz kulkę w łeb – powiedział takim tonem, że przeszył mnie dreszcz podniosłam wzrok i widziałam jak  strzelił w jednego. – Żeby to była przestroga dla innych… ze mną się nie zaczyna.
– Ty sukinsynu… – powiedział drugi, który po chwili leżał również na ziemi w kałuży krwi. Zaczęłam się szarpać, próbowałam krzyczeć, ale taśma tłumiła każdy dźwięk.
– Ty, – zwrócił się do ochroniarza – masz go pobić i wypuścić, tak aby znalazł go Sebastian… Od dawna o wszystkim wiedziałem…kolego. – Powiedział bardzo poważnie i  wyszedł, wtedy masywny ochroniarz zaczął brutalnie okładać młodego mężczyznę, który po chwili upadł na podłogę, a ja nie mogąc już na to patrzeć odwróciłam głowę.
– Myślałem, że lubisz ostro, nie rozumiem  dlaczego teraz odwracasz wzrok? – powiedział, a z jego twarzy ani na chwilę nie schodził uśmiech. – Będziesz się musiała przyzwyczaić. – wtedy obszedł mnie dookoła i zatrzymał się z tyłu kładąc rękę na moim drżącym ramieniu, pod wpływem nacisku ugięłam nogi i próbowałam się odsunąć od niego jak najdalej. Sznur się napiął a mężczyzna objął mnie przyciskając swoje ciało do mojego. Czuł jak drżę i podobało mu się to, nawet bardzo. Dawało mu to przyjemność, podniecało go, że jestem bezradna, a jego plan coraz bardziej wdzierał się w moją psychikę. Delikatnie zdjął mi taśmę z ust. Wzięłam głęboki oddech, wraz z wypuszczanym powietrzem rozluźniłam mięśnie i  spoczęłam w jego ramionach. Zamknęłam oczy.
– Chce do domu – szepnęłam tak cicho że ledwo mógł to usłyszeć.
– Przecież, jesteś w domu. – nie musiałam na niego patrzeć, aby wiedzieć, że triumfuje, że uśmiecha się w pełni zadowolenia. Nie trudno było przewidzieć jego następny ruch. Zaczął odwiązywać mnie od słupka, całując przy tym po ramieniu. Wziął mnie na ręce a ja trwałam biernie przy nim, byłam zmęczona…. Przerosło mnie to co widziałam, dwóch mężczyzn zginęło na moich oczach.. trzeci pewnie też zginie, ale z ręki Felksara. Poczułam jak kładzie mnie na czymś miękkim, byłam pewna, że to łóżko, wiem co stanie się potem stanie. Próbowałam się podnieść, ale on mi na to nie pozwolił, moje ręce przycisnął do materaca i sam nade mną zawisł, jeszcze przez chwilę próbowałam walczyć ale jego spojrzenie mnie powstrzymało.
– Mam coś dla ciebie – powiedział do mnie ani na chwilę nie spuszczając ze mnie wzroku. Zaczęłam ciężej oddychać, on patrząc jak moja klatka piersiowa unosi się niespokojnie uśmiechną się ironicznie.
– Puść mnie. – powiedziałam cicho ale stanowczo patrząc w bok, wiedziałam, że nie odważyłabym się powiedzieć mu kiedy by się na mnie patrzył w ten sposób.
– Uspokój się kochanie, nic ci nie zrobię.- nie wytrzymałam napięłam mięśnie i próbowałam wyciągnąć ręce z jego uścisku. Zirytowany całą sytuacją, usiadł na mnie okrakiem i oddał moje ręce nad głowę. Przełożył tak, że jedną rękę miał wolną, po czym powoli zaczął wędrować tą ręką do moich spodni. Jęknęłam kiedy zaczął je rozpinać, zaczęłam się  szarpać.
– Spokojnie laleczko – mruknął prowokująco
– Powtarzasz się – powiedziałam z trudem jakby ktoś mnie dusił w tym momencie, gula urosła mi w gardle.
– Musisz być posłuszna… ja nie będę się powtarzać kilka razy – mówił, a w jego głosie wyczułam powagę.
– Ja też nie zamierz… – Złapał mnie gwałtownie za szyję i tak mocno ścisnął, że nie mogłam nabrać ani trochę powietrza
– Nie zapominaj kochanie kto tu rządzi… – mówił prosto w moje usta od czasu do czasu delikatnie je muskając.- Rozumiesz?! – warknął i kiedy mu delikatnie przytaknęłam to po chwili rozluźnił uścisk i zszedł ze mnie, dźwignęłam się na rękach i zaczęłam  kaszleć. On usiadł tyłem do mnie i kiedy usłyszał jak się uspokajam spojrzał na mnie, leżałem wtedy na boku i jeszcze ciężko oddychałam, skulona tyłem do niego. Wtedy on wyciągnął rękę do mnie i pogładził mnie po pośladku. Zamknęłam oczy próbując zdusić łzy. Wtedy jego ręka powędrowała na moją talię, owinął ją wokół niej i przysuwał mnie do siebie, chciałam aby przestał i  zaparłam się rękami próbując się dźwignąć, ale był silniejszy. Położył mnie tak abym  głowę miała na jego udzie, ciągle mnie głaskał. Trwaliśmy tak dosyć długo, za każdym razem kiedy chciałam się podnieść on szybko reagował i mnie dociskał do łóżka. Irytowało mnie to coraz bardziej i on to widział.
– Masz robić wszystko co ci każe – powiedział beznamiętnie nie przestając mnie głaskać po włosach. – Jeśli będziesz grzeczna to nic ci się nie stanie. – Uśmiechnęłam się kpiąco, mając cichą nadzieję, że tego nie widział. Wtedy on złapał mnie za włosy i pociągnął tak abym się podniosła, a moja twarz była na przeciw jego. – Rozumiesz? – powiedział prosto do  mojego ucha wargą dotykając małżowinę, popatrzyłam na niego ostrzegawczo kątem oka i nic nie odpowiedziałam, zacisnęłam zęby, a on złapał mnie za żuchwę i próbował przekręcić moją głowę w jego stronę, ciągle trzymając mnie za włosy. Opierałam się długo, ale w końcu musiałam puścić, puścił moje włosy i pogładził je jeszcze raz, zamknęłam oczy kiedy wcisnął mocno palce w moje policzki. – Pytałem, czy rozumiesz?!- uśmiechnęłam się  tak  bardzo jak tylko  było to możliwe, ciągle patrząc na niego. Wtedy on pchną mnie na łóżko i usiadł na mnie okrakiem zanim się całkiem podniosłam. Byłam dalej podparta na łokciach, spojrzał na mnie i zdjął bluzę ukazując umięśniony tors, spuściłam wzrok on wstał i oparł się na rękach tym samym zmuszając mnie abym się położyła, kiedy zobaczył, że się nie kładę próbował mnie po pocałować w  szyję, zanim jego wargi dotknęły mojej szyi ja unikając kontaktu szybko się położyłam. Zaśmiał się z kpiną i znów próbował mnie pocałować, rękami próbowałam go odepchnąć, ale on się tylko z tego śmiał. W końcu się zdenerwował i oddał moje ręce na boki i zaczął mnie całować po szyi. Chyba znalazł mój słaby punkt, wiedział, że nic nie zrobię jeśli moje ręce będą skrepowane. 
– Przestań… proszę
- Dlaczego? Twoje ciało najwyraźniej się tego domaga. 
- Zaraz będziesz mówił co innego. – odwróciłam głowę w bok, wiedząc, że zaraz się podniesie z moich ud. Tak też zrobił, próbując się dostać do moich ust, wtedy podwinęłam nogę tak, aby znalazła się na wysokości jego krocza, po czym z jak największą siłą kopnęłam go.
- Ty mała suko.. – powiedział, a ja szybko wstałam i pobiegłam do drzwi, które były zamknięte. Oddaliłam się w najdalsze miejsce  pokoju  i oparłam o ścianę, patrząc jak on wstaje. 
barbara-palvin-STAY003

W panice rozejrzałam się nerwowo i zobaczyła okno, podbiegłam i sprawdzałam czy jest otwarte, nie było… Wróciłam z powrotem i wciskałam się w ścianę.
- Nigdy nie będę tobie posłuszna, nie zrobisz z tym nic, choćbyś mnie bił i poniżał, ja nie przestanę uciekać… Nie będę tu tkwić skazana na ciebie i twoje fantazje przy pierwszej lepszej okazji ucieknę i mnie już nie znajdziesz. Nie zmusisz mnie abym się ciebie słuchała…nie zrobisz tego, nikt tego nie zrobi… Wiesz co mnie boli? Że ty dalej myślisz że ci się uda… jesteś śmieszny, a wręcz żałosny. Jesteś jednym z nich… 
-  Nich?
- Jesteś taki jak Felksar… jak Bastard… 
- Słuchaj mnie księżniczko – powiedział wstając z łóżka 
- Nie zbliżaj się do mnie! – Przerwałam mu, o dziwo on się zatrzymał i podniósł ręce w obronnym geście.
- Nie zrobię tego, jeśli ty zrobisz coś dla mnie. – zaczął się uśmiechać, znając mężczyzn wiem co to był za uśmiech. Podniosłam brew do góry. 
- No więc? 
- Masz się rozebrać. – powiedział oschle, spojrzałam na niego bardzo uważnie. 
-  Jak to?
- Rozbierz, się a nic ci nie zrobię…  przynajmniej dziś
Ciągle patrzyłam przenikliwie w jego brązowe oczy, chcą się dopomnieć jakiegoś żartu..
- Słuchaj, równie dobrze mogę zawołać tego miłego pana, który mi pomógł cię tam przytargać i on mi pomoże cię związać i wtedy zrobię z tobą wszystko co mi się tylko zapragnie i wtedy nie będę słuchał twoich próśb abym przestał. Zrozum, że twoje życie zależy ode mnie czy tego chcesz czy nie. W sumie jeśli teraz tego nie zrobisz to ja to zrobię z przyjemnością… – uśmiechnął się cwanie 
- Dobra… zrobię to. – powiedziałam pełna gniewu.
- No widzisz.. grzeczna dziewczynka.
 Zdjęłam bluzę i rzuciłam ją na podłogę, po czym spojrzałam na mężczyznę, który usiadł wygodnie podparł się rękami z tyłu, a z jego twarzy ani na chwilę nie schodził uśmiech. Zastanawiałam się co teraz mam zdjąć… czy bluzkę czy spodnie. Padło na buty. Później było coraz ciężej… Postanowiłam, że zdejmę najpierw bluzkę. 
- No dalej maleńka. – powiedział złośliwie Sival, a ja ze złości zaciskałam zęby. Wolno zdjęłam bluzkę, chcąc aby materiał jak najdłużej był na moim ciele. Jego uśmiech spowodował, że rzuciłam w niego bluzką i kiedy ściągał ją z twarzy nie miałam już spodni.. 
-Jeśli chciałaś rzucać we mnie ubraniem to było do tego trochę potańczyć i nie bluzką a bielizną. – powiedział cwanie a ja przekręciłam oczami 
 - Mogę się już ubrać? 
- A czy to było w naszej umowie? Miałaś się rozebrać i nie było mowy o ubieraniu, zostań tak kotku do twarzy ci – zaśmiał się
Nie wytrzymam… zacisnęłam zęby tak mocno jak tylko się dało, kiedy on wstał i zaczął zbierać moje ubrania z podłogi. 
- Co robisz? 
- Tak jak powiedziałem, nie dotknę cię, a ty się dziś nie ubierzesz. A i jeszcze jedno, mówiłem ci że mam coś dla ciebie. – Odwróciłam wzrok w kierunku okna i patrzyłam jak robi się jasno. 
- Co takiego? – dalej patrzyłam w okno,  nie zamierzałam na niego patrzeć
-Hmmm… – chciał abym na niego spojrzała, ale tego nie zrobiłam. Usłyszałam jak przeładowuje broń. Gwałtownie się na niego spojrzałam, a moje ciało przeszył zimny dreszcz… Jakby tym nie przejęta uniosłam do góry brew. 
- Podejdź do mnie – wyciągnął ręce w moim kierunku, 
- Powiedziałeś, że dziś mnie nie dotkniesz… 
- Jeszcze nic ci nie zrobiłem. 
- Więc po co mam podejść?  
- Nie to nie… – powiedział i wymierzy do mnie bronią.
Nacisnął spust. Wytłumiony strzał. Pisk w uszach. Po chwili upadłam na podłogę, chwytając się za bolące miejsce. Ciemność… ciemność…. i ciemność. 

 

I CHOĆ NOC PRZEPALAŁA MU PŁUCA, 
SAMOTNOŚĆ WDZIERAŁA SIĘ W W DUSZĘ,
A  TĘSKNOTA GŁĘBOKO UKRYWAŁA SIĘ W JEGO SERCU,
ON ZAMYKAJĄC OCZY, MYŚLAMI BYŁ PRZY NIEJ .
INACZEJ NIE POTRAFIŁBY ZASNĄĆ.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Notka już jest, teraz ze względu na to, że mam czas będę dodawać wpisy częściej.
Ten wpis mam  nadzieję że jest trochę na przeprosiny (jest długiii prawie 3 tyś słów!!!!) ponieważ przed końcem roku musiałam poprawić oceny i nie było czasu na pisanie.
Bardzo przepraszam i serdecznie dziękuję za 1000 odsłon <3 <3 jesteście wielcy.
Następny cel??? 10 tyś!
Życzę Wam kochani abyście odpoczęli w te wakacje!!
Pozdrawiam :)

Historia, która nie powinna się zdarzyć… – 20

„Człowiek kieruje się konwencjami wytworzonymi przez sztuczne potrzeby. Ideałem byłby stan w którym każdy uwzględniałby swą osobowość zgodnie z jego istotą w sposób naturalny…
On znalazł swój idealny stan…
Idealny tylko dla niego…”

 

- Nie rozumiem co chcesz przez to powiedzieć…
- Przecież jesteś bystrą dziewczyną dziewczyną, wiesz dobrze co to oznacza.
- Wcale nie chcesz mi pomóc, prawda? A nawet przeciwnie… robisz wszystko aby mi zaszkodzić tak? – on nic nie odpowiedział, ale ta cisza była jednoznaczna.-  Mam trafić do kogoś gorszego? – mężczyzna uśmiechną się unosząc prowokacyjnie brew.
- Gorszego? Myślisz?
- Nie mógłbyś…. mnie po prostu zostawić? – zapytałam błagalnym tonem. Na co on parskną śmiechem.
- Oczywiście, że mógłbym, ale następnego dnia bylibyśmy martwi.
- Przecież nikt by się nie dowiedział… Kogo niby obchodzi jakaś tam dziewczyna? – podniósł do góry brew jakby z niedowierzaniem.
- Jakaś tam? Chyba nie wiesz co mówisz, dla osób zajmujących się handlem żywym towarem  jesteś bardzo, ale to bardzo cenna. Gdzie się nie pójdzie wszędzie o ciebie pytają, wysyłają ludzi, aby cię schwytali, albo chociaż zlokalizowali, czy po prostu się czegoś dowiedzieli….jesteś sporo warta póki żyjesz. Jeśli uda im się ciebie złapać to sprzedadzą cię za taką cenę, że byliby urobieni do końca życia. Nie wiedziałaś o tym? Nikt ci nie powiedział? – Chciałam coś powiedzieć, ale on nie dopuścił mnie do słowa. – Myślisz, że dlaczego niby na przyjęciu u Felksara przedstawił cię wszystkim? Puszył się jak paw, kiedy wszyscy patrzyli na ciebie W JEGO objęciach.
- Myślałam, że..
- Że on tak każdą przedstawia? Ha! nie bądź śmieszna on co tydzień ma inną jak nie częściej. Na pewno miałby czas na pokazywanie wszystkim swoich kurw. Podobno nawet ustawiają zakłady z dużymi sumkami o ciebie.
- Jakie zakłady?
- Najpewniej kto pierwszy cię „wytresuje”… Gdzie nie trafisz jest coraz gorzej, wszyscy uważają, że skoro ktoś nie dał rady to oni dadzą. A i oczywiście w grę wchodzi też twoje dziewictwo. – Powiedział cwanie.
- C.. Co? – zaniemówiłam po chwili się odezwałam – Skąd pewność, że jestem dziewicą? – On zaśmiał się jakby wiedział, że zaraz zadam to pytanie.
- Zapominasz chyba, że ludzie z którymi masz teraz do czynienia, mają duże wpływy i również dostęp twoich akt. Wiedzą o tobie wszystko.
- Czyli dla nich to jest tylko pieprzona zabawa? Szukają sobie dziewczyn i potem zakładają się o to kto pierwszy je przeleci „za ich zgodą”?!
- Hmmm w tym momencie tak. Na początku miałaś być tylko zabawką Felksara, dopiero później to się tak rozwinęło. Wiadomość o dziewczynie tak „trudnej” obiegła cały ten chory świat. Wszyscy chcą twojego końca i to najpewniej z ich ręki.
Nie rozumiałam tego… to na prawdę jest takie  dziwne, że walczy się o swoje życie? Że nie chce się skończyć jako właśnie czyjaś zabawka, czy trofeum zamknięte w klatce. Tylko takie coś sprawiło, że wszyscy chcą mnie złapać? Zaczęło mnie to coraz bardziej przerażać.
- To wszystko nie ma sensu… – Westchnęłam i oparłam się głową o fotel.
- Może i nie ma, ale pewnie ktoś na tobie dużo zarobi.
- Myślisz, że jakbym komuś….”uległa” to zostawiliby mnie w spokoju? – głos mi drżał, byłam bardzo zdenerwowana.
- Zostawiliby… i to w świętym spokoju. – powiedział z drwiną
- Zawieź mnie do domu… proszę.
- Mówiłem ci…
- Ja nie chcę tam wracać, rozumiesz?! Nie chcę przeżywać tego znowu od początku… kolejny raz.
- Ja ci nic na o nie poradzę, pogadaliśmy sobie, ale nie zapominaj, że ja tu nie jestem do towarzystwa. – Warkną na mnie
-  A od czego jesteś? – Nie odpowiedział.

Jechaliśmy tak w milczeniu dosyć długo, ciągle słuchając wiadomości na temat przejezdności ulic. Miałam dość słuchania monotonnego  głosu starszej baby na temat autostrad…
– Mógłbyś to wyłączyć? – powiedziałam
– Niech zostanie włączone, mówią tu często gdzie stoją radary, czy nawet policja.
– A chociaż rozwiążesz mi ręce?
– Hmmm na prawdę myślisz, że jestem aż tak głupi? – zaśmiał się złośliwie
– Dlaczego miałbyś być? – zapytałam, chociaż odpowiedź była oczywista. Nie odpowiedział już, skupił się na drodze. – Uważasz, że wygodnie siedzi się z ciasno związanymi rękami?
– Nie odwiąże ci ich. Koniec tematu. – Głupi nie był, ale w sumie co bym zrobiła, nogi jeszcze mam związane. Oparłam się o siedzenie i głośno wypuściłam powietrze. Nie do końca było mi wygodnie, gdyż ręce skrępowane z tyłu mnie trochę gniotły. Postanowiłam się położyć, wszystko widział mężczyzna, który patrzył w lusterko i uśmiechną się pod nosem triumfalnie. Nie wiem kiedy i czy sama z siebie, ale zasnęłam. Może kiedy się położyłam to on dał mi jakiś zastrzyk a ja nie poczułam, ale wątpię abym zasnęła sama. Ktoś musiał mi  w tym pomóc. Moje przemyślenia jednak przerwał fakt iż stoimy, mało tego stoimy na stacji benzynowej. Gdzie stacja tam i ludzie, a gdzie ludzie tam też pomoc. Słyszałam, jak właśnie kończył tankować i zakręcał korek wlewu. Byłam pewna, że przed pójściem do kasy spojrzy jeszcze i upewni się, że śpię. Tak też było, kiedy byłam pewna, że poszedł podniosłam się gwałtownie i próbowałam otworzyć drzwi na czuja, gdyż ręce dalej miałam z tyłu.  Udało się. Wyszłam i nawet nie zamknęłam drzwi, wybiegłam tak szybko jak tylko mogłam, biegłam wzdłuż ulicy, próbowałam rozwiązać ręce w trakcie biegu – na próżno. Usłyszałam za sobą głośny pisk opon, szybko zeskoczyłam na pobocze i schowałam się w zaroślach kładąc się na ziemi. Dosyć szybko przejechał jadąc prosto, zanim się niezgrabnie podniosłam ktoś bardzo szybko pojechał z powrotem, zakładam, że był to mój obecny porywacz. Dźwignęłam się na rękach i zaczęłam dalej biec poboczem. Zauważyłam znak drogowy, podeszłam do niego i zaczęłam trzeć sznur o metal, po kilku nieudanych próbach zaczęłam tracić nadzieję, ale nie mogłam się teraz poddać, musiałam próbować dalej.  Udało się. Naprawdę się udało, przecięłam sznur, który po rozluźnieniu moich rąk bezwładnie opadł na ziemię, odetchnęłam z ulgą, kiedy w końcu przełożyłam ręce do przodu. Po chwili wytchnienia, ruszyłam dalej, biegłam tak poboczem kilka kilometrów, kiedy znów postanowiłam złapać oddech.  Usłyszałam helikopter, zauważyłam światło, które oświetlało cały teren, szukali czegoś… Czy to możliwe, że mogli szukać mnie? Wtedy przypomniałam sobie słowa mężczyzny…
„…dla osób zajmujących się handlem żywym towarem  jesteś bardzo, ale to bardzo cenna. Gdzie się nie pójdzie wszędzie o ciebie pytają, wysyłają ludzi, aby cię schwytali, albo chociaż zlokalizowali, czy po prostu się czegoś dowiedzieli….jesteś sporo warta póki żyjesz. Jeśli uda im się ciebie złapać to sprzedadzą cię za taką cenę, że byliby urobieni do końca życia..”
Uświadomiłam sobie w tym momencie w jak duże bagno weszłam… Nie miałam gdzie się właściwie schować, nie miałam dokąd uciec, mimo wszystko przykleiłam się do drzewa, próbując być mniej  widoczna. Kiedy światło helikoptera mnie dostrzegło już nie widziałam co robić… Zaczęłam szybko biec, biegłam tak wzdłuż ulicy, starałam się jak najszybciej wbiec w gdzieś, gdzie mogłabym się schować wtedy helikopter zniżył się i był coraz bliżej mnie, wbiegłam szybko miedzy drzewa, zatrzymałam się na chwilę, a kiedy  on zakręcił, szybko ruszyłam dalej zyskując kilka niezbędnych sekund. W tym samym momencie zobaczyłam niewielki lasek, zanim zdążyłam o czymś pomyśleć… poczułam ból, właściwie to wszystko co pamiętam, upadłam, dostałam w nogę, adrenalin tak skakała, że udało mi się wstać, szybko powróciłam do takiego tępa jak dawniej, noga mi nie dokuczała, wręcz przeciwnie, nie czułam zmęczenia. Po chwili upadłam, musiałam się wziąć w garść, nie dałam rady wstać, dźwigając się na rękach pełzłam po piaszczystej drodze, kątem oka dostrzegłam helikopter, który właśnie dotkną ziemi. Próbując wstać, wywróciłam się boleśnie na bok, zobaczyłam, że podchodzi do mnie kilka osób, leżałam wtedy na plecach, próbując się dźwignąć jeszcze na łokciach. Jeden z nich próbował mnie podnieść,a ja resztkami sił odepchnęłam mężczyznę. Wyrywając się niezgrabnie, po czym upadłam na piach. Oczy same mi się zamykały,  napastnicy okrążyli mnie i jakby nie wiedzieli jak się za mnie zabrać, mogło również tak być, że czekali aż będę całkowicie bezradna i nieświadoma. Jeden popatrzył na mnie i  próbował złapać mnie za nogi, szybko powstrzymał go dosyć silny kopniak w twarz. Wydałam ostatnie świadome tchnienie, kiedy oczy nie chciały mi się już otworzyć. Leżałam nieruchomo na boku, kiedy poczułam jak ktoś mnie podnosi, ale już nie miałam siły się bronić, moje nieudolnie i średnio skoordynowane ruchy  powodowały tylko śmiech w oprawcach.

Zamrugałam kilka razy, aby wyostrzyć obraz, nie byłam pewna, czy wokół mnie jest ciemno, czy mam zasłonięte oczy. Środek jaki mi podali musiał być bardzo silny, gdyż działał również na na układ nerwowy, przez co zmysł dotyku nie do końca funkcjonował… Zastanawiałam  się przez chwilę co się wydarzyło, czy ten helikopter był prawdziwy, ale skojarzenie faktów wymagało dużego wysiłku, gdyż pamiętałam tylko strzępy… zanim połączyłam wszystko w całość naszło mnie pytanie, skoro uciekłam i raczej jeszcze nikt o tym  nie wiedział to dlaczego chwilę po tym już byłam ścigana przez helikopter? Czy możliwe, że już nas wcześniej obserwowali? Mogło być też tak, że to mężczyzna z samochodu zadzwonił, ale wątpię, aby przylecieli tak szybko… Głowa mnie bolała i zbierało mi się na wymioty. W końcu z wielkim trudem podniosłam rękę chcąc sprawdzić czy mam zasłonięte oczy, czy nie. Usłyszałam znajomy brzdęk, brzdęk łańcuchów.
Zamarłam.
Po dłuższej chwili kiedy nic nie słyszałam, znów próbowałam sięgnąć do twarzy, wtedy znów usłyszałam ten dźwięk. W tamtej chwili zrozumiałam, że to ja wydaje ten dźwięk… mam kajdany na rękach.
Dostałam do twarzy i jak się okazało miałam zasłonięte oczy, jednym ruchem zdjęłam materiał i rzuciłam na podłogę. Zamrugałam kilka razy i próbowałam wyostrzyć obraz, ale w półmroku nic nie mogłam dostrzec. Usłyszałam jakiś szelest, jakby cichą, ledwo słyszalną rozmowę, nie byłam do końca pewna co się dzieje. Szybko się podniosłam i zaczęłam nerwowo rozglądać się po pomieszczeniu. Wtedy ktoś wyłonił się z ciemności.
– Witaj maleńka.
– Kim jesteś? Czego chcesz?! – powiedziałam nerwowo patrząc w ciemne oczy umięśnionego mężczyzny.
– Ja? Kim jestem? – zaśmiał się – Jestem ostatnią osobą jaką w życiu zobaczysz. Daj spokój… przecież wiesz bardzo dobrze czego chcę.- Szarpnęłam się niezadowolona kiedy jego ręka spoczęła na moich włosach.
– Zostaw mnie… – warknęłam zirytowana nie chcąc aby jakakolwiek część mojego ciała była przez niego dotykana.
– Spokojnie, nic ci nie zrobię… na razie.
– Gdzie jestem i jak się tu znalazłam?- mówiłam spokojnie i odsunęłam się do końca stołu.
– Jesteś dokładnie w miejscu twojej śmierci… to na czym leżysz służy głównie do ćwiartowania kurw…- mruknął złośliwie. – Cóż, powiedzmy że magicznie tu przyleciałaś.
– Skoro przeznaczony jest dla kurw, to dlaczego ja tu leże, a nie ty? – powiedziałam cwanie
– Słuchaj… nie bądź taka wyszczekana, bo utnę  ci ten sprawny język. – widać, że był już lekko zdenerwowany, ale inaczej nie umiałam. Nie mogłam przecież zacząć płakać i błagać go na kolanach aby mnie wypuścił, miałam swoją godność.
– Wiesz… jakoś nie mam ochoty się z tobą bawić w podchody, więc przestań pieprzyć i zacznij od początku. -Wtedy ktoś podszedł do mnie od tyłu i owinął ręką moją szyję, ciągnąc do siebie i gwałtownie i zachłannie wpijając się w moje usta. Kiedy próbowałam się wyrwać on jeszcze bardziej wzmocnił uścisk, kiedy w końcu oderwał ode mnie usta spojrzał z uśmiechem na mężczyznę, który wszystkiemu się przyglądał.
– Bill, wypierdalaj stąd… – Warknął mężczyzna, ale to raczej było serdecznie powiedziane.  - Nie widzisz, ze mi laleczkę straszysz? – dodał złośliwie śmiało patrząc na mnie. Bill bo tak miał na imię ten pierwszy, zaśmiał się porozumiewawczo po czym wyszedł zostawiając nas samych. Nie widziałam nawet jak wygląda drugi, siedziałam do niego tyłem odwrócona, poczułam jak dotyka delikatnie mojego ramienia, spojrzałam na jego rękę ostrzegawczo, tym samym dając jej właścicielowi do zrozumienia, aby zaprzestał. Usłyszałam cichy śmiech, po czym nie czekając dłużej, podszedł na przeciw mnie i zatrzymał się patrząc na mnie jakby z kpiną. Jego wargę zdobił kolczyk, którego już wcześniej poczułam kiedy mnie zachłannie całował, na głowie miał pełno czarnych warkoczyków, a w  jego oczach nie było nic… Tak jakby na mnie patrzyło tylko ciało, ciało pozbawione duszy. 
IMG]

Spojrzałam na niego z lekkim przerażeniem, wiedziałam, że z nim będzie inaczej… zaczęłam przyswajać sobie myśl, że już raczej nie wrócę do domu. Wystarczyło jedno jego spojrzenie a tryskający ode mnie zapał do walki wręcz wyparował, czułam się jak balon z którego ktoś właśnie spuścił powietrze. Zapomniałam przez chwilę jak się oddycha, nie wytrzymując jego spojrzenia musiałam odwrócić wzrok. 

——————————————————————————————————

KOLEJNY WPIS JUŻ JEST, MAM NADZIEJĘ,
ŻE WAM SIĘ PODOBA I LICZĘ NA JAKIEŚ MIŁE KOMENTARZE… 
CHCIAŁAM WAS PRZEPROSIĆ ZA DŁUGA NIEOBECNOŚĆ ALE KONIEC ROKU 
POPRAWA OCEN ITP…. WBREW POZOROM NAPRAWDĘ PRÓBUJE ZDAĆ :D
KOLEJNY WPIS JUŻ NIEBAWEM. 

JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM!!!!!

Historia, która nie powinna się zdarzyć… – 19

„A kiedy z tobą skończę, nikt cię nie zachce – złamię
cię”


Moje zdenerwowanie sięgało zenitu, kiedy usłyszałam przekręcanie zamku w drzwiach. Wtedy wszedł Bastard,  z jednej strony bawiło mnie jego zdenerwowanie, że w pewnym momencie chciałam mu przygadać, ale powstrzymała mnie druga strona, która przypominała mi kim on jest. Wtedy on gwałtownie podszedł do mnie i złapał mnie za szyję lekko podduszając.
– Co ty sobie kurwa myślałaś?! – krzyknął i myślę że słyszeli go w całym budynku.
– Chciałam się przewietrzyć – wymamrotałam resztkami tchu kiedy jego ręce coraz bardziej się zaciskały na mojej tchawicy.
– Przewietrzyć kurwa!? – powtórzył krzycząc, kiedy podeszło do niego dwóch umięśnionych facetów odciągając go ode mnie. Na moje szczęście udało się im. Otrzepał się i poprawił kurtkę, pełen gniewu stanął w progu i powiedział – Nie myśl sobie, że kurwa skończyłem…. James! Bierz ją na dół! JUŻ! – zaczęłam łapczywie nabierać powietrza i kaszleć.
– Sukinkot- wymamrotałam pod nosem i chyba usłyszał to  James bo uśmiechną się delikatnie. Podszedł do mnie i delikatnie, uważając na każdy mój bodziec starał się odwiązać materiał, kiedy tylko poczułam luz w jednym nadgarstku, szybko poderwałam się z łóżka. Zatrzymał mnie drugi nadgarstek, który usilnie próbowałam rozwiązać.
– Co ty robisz? – powiedział James rozbawiony całą tą sytuacją. Zbliżał się wolno do mnie. Zaśmiał się i krzyknął – Billy! – w ciągu 5 sekund wszedł i spojrzał się na mnie zdenerwowany.
– CO jest?? Znowu ta mała?
– Jak widać – uśmiechną się złośliwie James. Wtedy Bill podszedł do mnie od tyłu i ręką oplótł wokół szyi uniemożliwiając ucieczkę. James szybko odwiązał materiał i ponownie zapiął ręce tym razem w kajdany z przymocowanym łańcuchem, wtedy Bill puścił mnie a ja upadłam na podłogę kaszląc i trzymając się gardło.
– Nie aż tak brutalnie – powiedział ironicznie James do Billa. Szybko pociągną  za łańcuch, zmuszając abym wstała. Szłam z tyłu przede mną szedł James z Billem o czymś  rozmawiali. Zaczęłam się szarpać, ale to nie zrobiło na nich większego wrażenia. Trzymał bardzo mocno łańcuch, a próby jakiegokolwiek uwolnienia się niczym nie skutkowały. Mijaliśmy kolejne drzwi kiedy ja zaparłam się nogami o futrynę. Nie było mowy abym się ruszyłam. Kiedy drugie pociągnięci nie dało skutku odwrócił się i spojrzał na mnie z drwiną.

tumblr_inline_mn668vUIsB1qz4rgp

– Dziewczyno, uspokój się i idź normalnie, bo niby co ci da teraz że się zatrzymasz i tak tam trafisz i tak, w tym momencie upokarzasz się. Miej resztki godności i idź spokojnie.
Właściwie miał trochę racji, puściłam się futryny i zaczęłam iść za nimi.
– No widzisz? Jak chcesz to potrafisz.. grzeczna dziewczyna. – Spojrzałam na niego tak jakbym patrzyła na jego śmierć z mojej ręki i mimowolnie się uśmiechnęłam.  Szłam tak jakieś 20 metrów może więcej kiedy wyczułam moment kiedy sięgał po klucz i rozluźnił uścisk gwałtownie rzuciłam się do ucieczki. Nim się obejrzeli mnie już nie było zniknęłam za drzwiami które zamknęłam i zablokowałam krzesłem które stało obok. Chciałam się odwrócić i iść do poprzednich drzwi, ktoś mnie złapał, oplótł ramionami i uniemożliwił ruch. Mężczyzna odsuną krzesło i wpuścił Jamesa i Billa.
– Nie sądziłem że jesteś taka głupia aby dać się podejść jak dziecko.
– Nie sądziłam, że jesteś taki głupi, aby w to uwierzyć.
– Jaka kurwa wyszczekana – zaśmiał się James – Bierzcie ją i na dół.
Wtedy Bill podszedł do mnie i złapał mnie za nogi unosząc nad ziemię, ten mężczyzna zrobił to samo trzymając mnie za tułów.
– Jaka kurwa lekka, a tak się stawia jebana… – powiedział mężczyzna. Zaprowadzili po schodach do piwnicy, szarpałam się jak tylko mogłam.
– Przestań kurwa! – Wrzasną Bill
– Postawcie ją, zaraz się uspokoi… – rozkazał James. Tak zrobili położyli  mnie na podłodze, zobaczyłam, że James wyciągnął coś z kieszeni, nie chcę kolejnych zastrzyków… nienawidzę igieł, lecz tym razem to nie  była igła.
– No co ja tu mam? – zapytał ironicznie jak do dziecka. Siedziałam grzecznie,  nie chciałam wstać, byłam już tym zmęczona. Mimo wszystko kiedy schylił się nade mną odwróciłam wzrok. – Będziesz już grzeczna? – zapytał, lecz kiedy nie usłyszał odpowiedzi, złapał mnie za włosy i ciągną w dół aż syknęłam i wykrzywiłam twarz. Ponowił pytanie tym razem szepcząc mi do ucha. – Będziesz grzeczna? – Kontem oka spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam złośliwie.
– Zabieraj te łapy z moich włosów – wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Zaczął się śmiać, poczułam jak mnie tym czymś dotknął. Ciemność przed oczami… Co się stało?
Obudziłam się, chciałam wstać, nie mogłam otworzyłam oczy, obraz mi się zamazywał, zrozumiałam, że jestem w jakieś dosłownie pułapce bez wyjścia, o kształcie walca. Przypominało to trochę maszynę do tomografii, przynajmniej jej wnętrze. Byłam w samej bieliźnie, jedyne wyjście było zamknięte niczym klatka dla zwierzęcia, miałam mało miejsca, nie mogłam nawet podkulić nóg, jedyne co mogłam to przekręcić się na drugi bok. Walec był przechylony trochę, abym zjeżdżała raczej w dół, w prawdzie nachylenie było niewielkie ale i tak odczuwalne. Chciałam jakoś stąd wyjść, podciągnęłam się i złapałam za kratkę, szybko pożałowałam, bo gdy delikatnie dotknęłam poraził mnie dotkliwie prąd.
– Kurwa! – wrzasnęłam trzymając się za obolałe miejsce w którym powoli traciłam czucie.
– A a a… uważaj kochanie – powiedział bardzo znajomy nieprzyjemny głos.
– Wypuść mnie stąd kurwa!
– W swoim czasie. Najpierw trzeba się trochę zabawić. – nie musiałam go widzieć, aby wiedzieć, że się uśmiecha. Uwielbiał patrzeć jak jestem bezradna.
– Zabawić?! jesteś chory! – warknęłam – mówię po raz ostatni wypuść mnie stąd!
– Nic w życiu nie ma za darmo… – ciągnął
– Dobrze więc… czego chcesz?
– Na pewno nie ciebie… Jednakże możesz się stać przydatna jeszcze. Widzisz, miałem cię zabić zanim się obudziłaś, ale powstrzymała mnie jednak jedna myśl… – tutaj ucichł jakby zachęcając abym sama sobie dokończyła, ale nie miałam pojęcia o co mu chodziło. Nasza cisza znaczyła jednoznacznie i Bastard kontynuował. – To co mi wcześniej powiedziałaś…Śmierć z twojej ręki byłaby bardziej upokarzająca niż z mojej. Nic bardziej nie boli niż splugawione imię. Moja zemsta się dokona… i właściwie twoja również. – błysk w moich oczach mówił sam za siebie,
– Czekaj, czekaj… co ja z tego będę miała?
– No nie wiem….. wolność?
– Chcesz abym zabiła człowieka i wtedy ty będziesz miał czyste ręce?  Co to za wolność za kratami?
– Cóż.. nie masz zbyt dużo opcji.. – miał racje nie miałam zbyt dużo opcji, mogłam zgnić tutaj, albo zgodzić się i zabić Felksara, innej drogi nie ma. Wóz albo przewóz… Wóz albo przewóz… –  Chociaż,  może jednak nie. Tak patrzę  na ciebie i mam ochotę zrobić jedną rzecz.
– Mianowicie?
– Widzisz mam dwie kuszące propozycje… dla mnie oczywiście, dla ciebie nie zbyt. – Umilkł i ciągnął tą chwilę jak najdłużej się dało. Cierpliwie czekałam, nie dając po sobie poznać jak bardzo mnie to wkurza.
– Właściwie mam nawet 3 bardzo, ale to bardzo kuszące oferty. Otóż mógłbym zrobić sobie z ciebie zabawkę… taką jednorazową. To pierwsza propozycja, druga jest taka, że cię sprzedam za grubą sumkę, a uwierz mi chętnych nie brakuje…. Mam jeszcze jedną, która chyba najbardziej mi się podoba, otóż zabiję cię w taki sposób, że będziesz zdychać kilka dni wszystkiego świadoma, tkanka po tkance, komórka po komórce, kość po kości. Wszystko, aż zdechniesz w mękach i bólu. Dosyć pobłażania dziwce! Mam dosyć ciebie i twoich zabaw, teraz należysz do mnie! ROZUMIESZ?! DO MNIE. – złapał mnie za żuchwę ściskając tak mocno, jakby chciał abym to sobie przyswoiła. Wyciągną mnie gwałtownie z potrzasku i postawił przed sobą, zachwiałam się nieco i podparłam się o walec.
– Daję ci ostatnią szansę. Wybieraj!  - spuściłam głowę… aby po chwili uśmiechnąć się prowokująco pod nosem.
– Myślisz, że uwierzyłam w twoje bajki? – Wtedy podniosłam wzrok patrząc mu prosto w oczy. – Nie jestem głupia..- gwałtownie złapał mnie za włosy ciągnąc w dół
– Słuchaj mnie ty mała dziwko, albo to zrobisz, albo cię sprzedam do burdelu jak inne głupie suki, które się nie słuchały.
– Puszczaj mnie – powiedziałam dość opanowana, na co on ścisną jeszcze bardziej, po czym rozluźnił uścisk.
– Dobra… bobra już.
–  Masz mnie natychmiast wypuścić.
– Czy do ciebie cokolwiek kurwa dociera?
- Jak najbardziej. – Uśmiechnęłam się lekko – Wypuść mnie, a dokonam zemsty.
- Hmm nie wątpię, ale nie mogę na to pozwolić. – prowokował mnie.
- Słuchaj… najpierw on potem…… ty. Naturalna kolej rzeczy.
- Chciałbym to zobaczyć – zaśmiał się na całe gardło, uśmiechnęłam się wyzywająco dopiero po chwili patrząc mu w oczy.
- Wszystko w swoim czasie… zgadzam się.
- Z czym się zgadzasz?
- Zgadzam się, aby zabić Felksara.
- GRZECZNA DZIEWCZYNKA – Powiedział wplatając swoje palce w moje włosy. Mimowolnie się uśmiechnęłam.

323650-avezvous-deja-essaye-de-faire-622x0-2 (1)

- Puść mnie, wyglądasz żałośnie.
- Skoro się zgodziłaś trzeba zrobić jeszcze jedną rzecz. – nagle spoważniał, chwycił mnie za ramię i wyprowadził z pokoju, byłam w takim szoku, że nie wiedziałam, czy mam się szarpać, uciekać, czy jeszcze coś innego.
- Usiądź – nie wiem po co to powiedział, skoro tak mnie szarpnął, że musiałam usiąść. – Siedź spokojnie, zaraz wracam. – Zastanawiałam się gdzie idzie, wyglądał na nieco zakłopotanego. Wstałam i podeszłam do okna, nie było w nim krat. Otworzyłam cicho i rozejrzałam się dookoła byliśmy na pierwszym piętrze, daleko do ziemi nie miałam, zadaszenie pod kątem.. idealnie. Jedyne do czego mogłam się przyczepić to ludzie… kręcili się po betonowej nawierzchni niczym mrówki w mrowisku. Wyjrzałam nieco dalej, kiedy ktoś mnie zobaczył, krzyknął coś zaczął mierzyć do mnie bronią, drugi wbiegł szybko do budynku, a trzeci gadał coś przed krótkofalówkę. Bawiła mnie ta cała sytuacja. W końcu  to zrozumiałam… oni się boją. Usłyszałam kroki za drzwiami, biegało co najmniej 3 osoby. Cisza. Ktoś ich zatrzymał. Oparłam się o parapet i dalej patrzyłam jak robi się zbiorowisko i celujące do mnie kilka osób. Wtedy poczułam jak ktoś przywiera swoim ciałem do moich pośladków. Odwróciłam się gwałtownie odsuwając do parapetu.
- Chcę ciebie, teraz. – Powiedział Bastard
- Zostaw mnie… – warknęłam nie przejmując się tym co on powiedział, ale wtedy  on przysunął się bardziej napierając na mnie bardziej, wtedy ja usiadłam na parapecie przesuwając się do krawędzi licząc na to, że się odsunie, bo będzie się bał, że wypadnę. Wtedy on przysuną się do mnie i zaczął szeptać mi do ucha.
- Jak ja czegoś chcę to to dostaje, jasne. – Powiedział bardzo wolno, a w między czasie jego prawa ręka zaczęła wędrować po moim udzie. Nie zwracał uwagi  na to, że wszyscy się patrzą jak się do mnie dobiera.
- Masz 2 sekundy aby się ode mnie odsunąć i wyjść z tego z twarzą. Zastanów się lepiej, a bardzo dobrze wiesz, do czego jestem zdolna. – Spojrzałam mu prosto w oczy i nawet jednego słowa się nie zawahałam użyć, długo nie czekałam, odsunął się na „bezpieczną odległość” wtedy ja zeszłam z parapetu pokazując gapiom środkowy palec. Zamknęłam okno. Odwróciłam się do niego jak siedział na skórzanej kanapie, gestem zaprosił abym usiadła obok, tak też zrobiłam.
- A teraz spokojnie maleńka, muszę zrobić jedną rzecz i jestem przekonany, że ci się nie spodoba. – powiedział prowokująco
- O czym mówisz? – zadrżał mi głos
- Hmm – uśmiechną się  i wstał, uważnie go obserwowałam. Podszedł do drugiego końca pokoju, zatrzymał się przy obrazie, który po chwili jednym ruchem zdjął ze ściany odsłaniając sejf. Spojrzał na mnie i kiedy zobaczył, że patrzę z zaciekawieniem, uśmiechnął się zachęcająco. Wpisał kod i otworzył sejf. Coś tam majstrował, kiedy w końcu odwrócił się miał w ręce strzykawkę, w drugiej ręce buteleczkę z jakimś płynem w środku.
- Chyba sobie żartujesz… – warknęłam, a moje oczy patrzyły w jego ostrzegawczo.
- Spokojnie, im szybciej to zrobię tym prędzej stąd wyjdziesz.
- Słuchaj.. teraz zasady się trochę zmieniły. Koniec z zastrzykami, kuciem i tym podobne. Powiedz mi co chcesz zrobić.
- Dziewczyno… jedyną osobą która ustala zasady jestem ja – podszedł do mnie i z lekką irytacją złapał mnie za rękę – miejmy to już z głowy.
- Zostaw mnie – powiedziałam i wyszarpałam się szybko.
- Zaraz, zaraz…ty się boisz. – parskną śmiechem
- Czego niby?
- Zastrzyków, igieł o tym podobne.. – powtórzył moje słowa i uśmiechną się złośliwie
- Każdy się czegoś boi. Skoro wiesz, czego ja się boję to może powiesz mi jakie jest twój lęk? – ryzykownie ale może skutecznie pomyślałam, więc obrałam inną taktykę.
- Nie bądź głupia… daj mi tą rękę i przestań się wymądrzać. – Wyciągną do mnie ręce, ale zwinnie odskoczyłam.
- Nie potrzebuję żadnego zastrzyku! Powiedz po co ci to!
- Kurwa, a chciałem po dobroci… na prawdę wolisz ja ktoś cię musi łapać i  trzymać na siłę? A może to cię właśnie podnieca? – złapał mnie mocno za ramię i przycisnął do ściany – lubisz to? – zjeżdżał rękami niżej na pośladki. – Lubisz czuć się bezradna?!
- Jesteś pojebany- warknęłam
- Jestem i dobrze mi z tym, za to ty jesteś dziwką, na dodatek moją dziwką. – mówił a jego ręce zaciskały się na moich pośladkach. Próbowałam się wyszarpać, ale on był silniejszy. Usłyszałam jak ściąga osłonę od igły, przygniótł mnie mocno swoim umięśnionym ciałem do ściany, a kiedy ręce miał wolne odgarnął mi delikatnie włosy i wkuł igłę w szyję, drugą ręką trzymał mi głowę abym nie zacisnęła szyi i nie złamała igły.
- Ciiii spokojnie, nie rzucaj się tak… jeszcze zrobisz sobie krzywdę.
Powieki  stały się ciężkie, mięśnie, które wcześniej tak usilnie spinałam rozluźniły się, nogi ugięły się, a jedyną rzeczą która mnie trzymała był Bastard. W końcu ciało opadło bezwładnie w jego objęcia. Zamknęłam oczy.
Otworzyłam je gwałtownie i automatycznie się podniosłam do pozycji siedzącej, krzyczałam z bólu. Byłam w szpitalu podpięta do kroplówki, na twarzy miałam maskę tlenową, jeszcze ten ból… niemiłosierny ból w okolicach łopatki. Nie mogłam wydusić żadnego słowa, oczy niebezpiecznie mi się zeszkliły. Zaczęłam się szarpać z pasami, którymi byłam przywiązana za nadgarstki do łóżka. Nie trwało to długo, gdy ktoś zaraz przyleciał do mnie patrząc co się dzieje. Przez chwilę pomyślałam, że jestem uratowana, że to prawdziwy szpital, że ktoś mnie stamtąd zabrał… Moje wszystkie domysły prysły, kiedy wszedł Bastard.
- Co się dzieje? – zapytał lekko zdezorientowany
- Spokojnie szefie, trochę jej ciśnienie skoczyło nic wielkiego. – dodał w kaprysie mężczyzna
- Dobra, dobra nie mam czasu. Zadzwoń kiedy będzie gotowa – powiedział i wyszedł. Mężczyzna został i przypatrywał mi się uważnie. Niepośpiesznie podszedł do stojaka na kroplówki i podkręcił, aby szybciej leciało. Podszedł do mnie uśmiechając się z kpiną, posprawdzał czy pasy na nadgarstkach nie puszczają. Kiedy właściwie do niczego nie mógł się przyczepić staną na przeciwko mnie oparł się o metalową poręcz od łóżka,
- Maya Goldberg… we własnej osobie. – spojrzałam na niego niepewnie, próbowałam sobie przypomnieć czy go przypadkiem wcześniej nie widziałam. Chciałam coś powiedzieć, odezwać się, ale maska tlenowa uniemożliwiała mi to. Próbowałam ją zdjąć i zaczęłam trzeć nią o ramię, ale nie udało mi się. Znów mój wzrok skupiłam na nim i popatrzyłam znacząco, aby mi to zdjął.
- Nie, nie, nie… wolę abyś miała tą maskę niż miałbym cię zakneblować. – uśmiechnął się prowokująco. – Widzisz… pora na małą zmianę planów. – przymrużyłam oczy zastanawiałam się o co mu może chodzić. Miałam plan na ściągnięcie maski z twarzy, ale czekałam na odpowiednią chwilę. Wtedy on wyciągnął z kieszeni strzykawkę, zaczęłam się szarpać pokazując moje niezadowolenie.
- Wyluzuj kotku, wiem, że nie lubisz zastrzyków. – a charakterystyczny dla niego uśmiech ani na chwilę nie schodził z jego twarzy.  Przekręciłam teatralnie oczami co wywołało w nim śmiech. Podszedł do kroplówki i do sylikonowej rurki wbił igłę i wprowadził pomarańczowy płyn, który był w strzykawce, widziałam jak wędruje przez rurkę, musiałam działać. Szybko podkuliłam nogi i ściągnęłam maskę ocierając ją o kolano. Płyn był 20 cm od mojej ręki, wtedy złapałam w zęby rurkę i wyrwałam ją razem z wenflonem, po chwili z ręki zaczęła lecieć krew. Spojrzałam z nienawiścią na mężczyznę, który był tym wszystkim bardzo zszokowany. Nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony.
- No cóż.. a chciałem ci oszczędzić cierpienia.
- O czym ty do cholery mówisz?! – warknęłam stanowczo, jakby tego wszystkiego było mało. Sam fakt, że byłam przywiązana do łóżka z potwornym bólem pleców mu nie wystarczy?!
- Muszę wyjąć  ci nadajnik, który masz w swoim ciele.
- Jaki znowu nadajnik?!
- Lokalizator, który kazał wszczepić ci pod skórę Bastard, aby móc sprawdzać twoje położenie.
- Wiem co to znaczy, ale nie rozumiem po co… przecież mieliśmy umowę. – mówiłam a głos drżał mi na samą myśl że teraz to coś znajduje się w moim ciele.
- Jakoś mnie to nie obchodzi, muszę ci to wyjąć, ale przez twoją głupotę będę musiał zrobić to na żywca.
- Kim ty w ogóle jesteś? – chciał mi  pomóc ale po co, nie rozumiałam tego. Równie dobrze mógł mi powiedzieć od razu, po co próbował mi to „wstrzyknąć”… A on zaczął się ze mną droczyć i chyba każdy byłby w stanie odpowiedzieć na pytanie czy to swój czy wróg po takim przedstawieniu jakie on odwalił.
- To nie ma znaczenia, ale chcę cię stąd wyciągnąć.
- Dla mnie ma znacznie… skąd mam wiedzieć czy mogę ci ufać?
- Noo za dużo opcji to ty nie masz. – uśmiechną się
- Rób co konieczne. – powiedziałam oschle.
- Jesteś pewna? Będę musiał…
- Tak, jestem pewna. – przerwałam mu, ale głównie dlatego aby nie uświadamiać sobie co mnie czeka. Jeszcze panika wzięłaby górę i nie zgodziłabym się na usunięcie nadajnika.
- Połóż się na brzuchu – rozkazał, jego ton głosu zmienił się o 180 stopni, zrobiłam to, wtedy on wziął skalpel do ręki i delikatnie nacinał szwy, później pogłębił nacięcie. Nic nie mówiłam, nawet nie pisnęłam. Tłumiłam cały ból w sobie, co chwilę mężczyzna przestawał i patrzył ze zdziwieniem czy żyję. Syknęłam  kiedy włożył ręce i wyjął nadajnik o wielkości 4 cm.
- No już… po wszystkim, jeszcze tylko zszyje i będzie pięknie. – Spojrzał na mnie, a ja blado się uśmiechnęłam, nie miałam siły już mówić. Ból był nie do zniesienia, myślałam, że zaraz zejdę.
- Gotowe! – powiedział dumnie, ale ja już nie odpowiedziałam, zemdlałam z bólu.

Ocknęłam się jadąc w samochodzie, byłam zdezorientowana, ktoś złapał mnie w talii i położył na drugą stronę.
– Zostaw mnie! – warknęłam zachrypniętym głosem.
– Spokojnie maleńka, nikt ci tu krzywdy nie zrobi.
– Dlaczego mi zasłoniłeś oczy?
– Abyś za dużo nie widziała. – odpowiedział złośliwie, miałam dosyć, położyłam się zrezygnowana. Wypuściłam gwałtownie powietrze.
– Gdzie jedziemy? – zapytałam nie znosząc dłużej ciszy.
– Zobaczysz.
– Dlaczego nie chcesz mi odpowiedzieć?
– Zadajesz cholernie dużo pytań wiesz?
– To źle, że chce wiedzieć.
– Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
– Wszyscy kiedyś umrzemy.
– Co mam zrobić, abyś przestała gadać? Czy chcesz abym cię zaknebował albo coś.
– Odpowiedz mi.
– Do piekła.

 

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wpis gotowy, zauważcie że jest meeega długi, chciałam Wam wynagrodzić dlatego trochę się rozpisałam, że mnie trochę nie było, ale miałam problemy z laptopem, przez co poszedł do naprawy, a właściwie czyszczenia. Tak też trochę go nie miałam, bo czekaliśmy na śrubkę, która wypadła z niego i trochę monitor mi latał, no nie ważne. Ja na innych komputerach nie piszę bo zwyczajnie nie lubię. 
Mam nadzieję że się podoba i czekajcie z niecierpliwością na kolejny, który będzie już nie długo (: 

Historia która nie powinna się zdarzyć… – 18

„O mędrce srodzy, którzy czas trwonicie
  Szukając ognia, co ten świat pożera ;
  Czemuż to prawy, mędrce nie widzicie,
  Że to gorączka, na którą umiera?
                                                                                                                            ~ John Donne „Gorączka”
 

Dźwignęłam się na rękach próbując się podnieść, czułam, że jest ze mną źle. Byliśmy dalej w samochodzie, byłam w dużym bagażniku, najwyraźniej nie był zasłonięty i z łatwością mogłabym  przejść na tylne siedzenia. Przekręciłam się na plecy i patrzyłam bezwładnie na tapicerkę, kiedy postanowiłam się podnieść i wyjrzeć i zobaczyć co się dzieje, z kim jestem itd…
Delikatnie się podniosłam i wychyliłam głowę, po czym szybko schowałam zobaczywszy, że to dalej  Bastard i jego kohorta. Podniosłam się ponownie, aby wyjrzeć przez tylne okno i zobaczyć czy dalej jest z nami drugi samochód. Na moje nieszczęście niestety był, dalej ten sam samochód terenowy…
- Cholera.. – powiedziałam bezgłośnie. Wtedy usłyszałam dźwięk telefonu.
- Co jest? – odebrał niechętnie Bastard- tak? Nikt nie zauważył. Dobra dzięki. – Kiedy się rozłączył, zapadła cisza. Nikt o nic nie pytał, wcześniejsze rozmowy ucichły. Położyłam się się na boku twarzą do drzwi, oczy miałam otwarte, uszy nasłuchiwały. Spięłam mięśnie, zacisnęłam zęby. Wtedy, ktoś przeszedł do bagażnika i usiadł na mnie okrakiem, złapał za ręce i nawet moje szarpanie nic nie pomagało. Ułożył nadgarstki tak, aby mógł trzymać jedną ręką, drugą położył na moich ustach.
- No już, trzymam ją – zawołał. Wszystko działo się tak szybko, drugi również wślizgną się i złapał mnie za nogi, zębami zdjął osłonę z igły i wił mocno w udo.
- Gotowe – powiedział drugi puszczając moje nogi.
- Trzymaj ją kurwa! – wrzasną ewidentnie poczuł moje chwilowe rozluźnienie. Nie zdążył znów złapać, kiedy moje kopnięcie spowodowało, że zwiną się w pół. Szybko zaczęłam się szarpać i uwolniłam ręce kiedy sięgnęłam po zostawioną strzykawkę i przekręcając go tak aby był na plecach przyłożyłam mu ją do szyi siadając na nim okrakiem. Chłopak zaczął ciężko dyszeć, nie wiedząc co zrobić. Kątem oka zobaczyłam jak ten drugi powoli się podnosi.
- Siedź tam gdzie siedzisz, albo przebiję tchawicę twojemu kumplowi. – powiedziałam pół szeptem, aby nie alarmować pozostałych.
- Ej w porządku? – zapytał jeden, ja spojrzała na tego na którym siedziałam i przycisnęłam mu bardziej igłę.
- Nie do końca… chłopaki. – powiedział ten który był za mną. Wtedy ten który był obok kierowcy prześlizgną się szybko do tyłu.
- Co do..
-Siadaj kurwa! – wrzasnęłam. Patrzył z niedowierzaniem, ale nie zrobił tego tylko się uśmiechnął
- Billy co ona ci zrobiła?! – zaśmiał się.
- Mnie tam się nawet podoba… mogła by jeszcze ściągnąć ten stanik – powiedział, a ja przycisnęłam mu igłę bardziej, że prawie się przebijała przez skórę.
- Wstawaj nie wydurniaj się – powiedział i usiadł jak gdyby nigdy nic. A ja już ledwo się trzymałam.
- Czekam, aż maleńka uśnie – zaśmiał się, – No już, zostaw tą igłę i tak nic mi ją nie zrobisz – jego ręka wędrowała powoli do mojej. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i opadłam bezwładnie na mężczyznę.
- No już już – śmiał się i głaskał mnie po włosach. Wtedy jego ręka zeszła niżej, a mnie przeszył dreszcz. Otworzyłam oczy i próbowałam się resztkami sił wyszarpać, ale nic to nie dało. – Co za nieszczęście kicia nie może się bronić – dodał, a ja po chwili spałam.
Obudziłam się i od razu poczułam, że leżę na podłodze już nie w samochodzie. Podniosłam delikatnie głowę i rozejrzałam się. Byłam w zamknięta klatce, gwałtownie się podniosłam, czego zaraz pożałowałam, potworny ból przeszył moją głowę zmuszając, abym ponownie usiadła. Kiedy trochę mi przeszło, podniosłam się powoli i podeszłam do krat i próbowałam je otworzyć na próżno, nawet nie drgnęła. Wtedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
barbara palvin 11

To Bastard…
– Wygodnie się spało? – rzucił z drwiną
– Zostaw mnie. – warknęłam ostrzegawczo co w nim wzbudziło uśmiech. Po jego groźbach zaczęłam się trochę obawiać, pora było wystawić kawę na ławę. – Słuchaj,mogę ci pomóc.
– Pomóc? MI?! – zaśmiał się. Podeszłam bliżej kart opierając o nie ręce.
– Tak, pomóc.. w zwabieniu tu Felksara.
– Dziewczyno… – przerwałam mu.
– Będziesz miał to czego chcesz, a ja w tym pomogę. Wyobrażasz sobie większe upokorzenie? Słynny Felksar zabity, przez dziewczynę… mało tego przez jego niejaką „własność” – uśmiechnęłam się do niego, a on zaczął nad tym głębiej myśleć.
– Jaki będzie w tym twój interes?
– Taki sam jak twój. Zabicie tego sukinkota będzie dla mnie przyjemnością… – uśmiechnęłam się nieznacznie, a on zrobił kilka kroków w stronę klatki, ja splotłam ręce na piersi i tym samym dałam mu sygnał aby odpowiedział.
– Liczmy, że się na to zgodzę, a co będzie potem? Myślisz, że wypuszczę cię od tak?
– Hmm, nie będę ci już do  niczego potrzebna.
– Nie powiedział bym że do niczego – uśmiechną się lubieżnie patrząc na mnie od góry do dołu.
– Przestań… – warknęłam
– Jesteś silna… ale i obłudnie głupia. Powinnaś wyjść z cienia a nie chować się za nim.
– Co to niby miało znaczyć?
– Dowiesz się w swoim czasie.
– Naturalnie..- przekręciłam oczami – mógłbyś mnie stąd wypuścić?
– Hm oczywiście, że nie. Ciekawi mnie tylko jak udało ci się tyle razy uciec, czy to ludzie byli niedoświadczeni, czy szczęście, czy… – przerwałam mu.
– W swoim czasie – parsknęłam złośliwie.
– Grabisz sobie – warkną ostrzegawczo. – Czujesz się zbyt pewnie..
– Adaptacja  kluczem do sukcesu. – On nic na to nie odpowiedział uśmiechną się i wyszedł.
Zastanawiałam się, czy nie powiedziałam mu zbyt wiele. Gdyby się nad tym głębiej zastanowił mógłby dość do wniosku, że to było również o nim, że wcale nie chcę mu pomóc, w żadnym stopniu. Zauważyłam, że nawet podobał mi się ten pomysł, upiekłabym dwie pieczenie na jednym ogniu.
Po godzinie przyszedł Bastard, otworzył kratę.
– Chodź ze mną – rozkazał, wyszłam posłusznie wymijając go nieufnym spojrzeniem. – Spokojnie pójdziesz do dziewczyn.
– Jakich dziewczyn?
– Nie będę ci teraz tłumaczył, sama zobaczysz. – Wtedy złapał mnie mocno za nadgarstek i prowadził przed drzwi. Korytarz doprowadził nas do łazienki, a raczej łaźni… Myślę że zmieściłoby się tam spokojnie z 50 osób. Rzeczywiście były tam jakieś kobiety, które patrzyły na mnie z uśmiechem.
– Rozbierzesz się,- na te słowa od razu się na niego spojrzałam-  one się tobą zajmą. Tylko bez paniki tutaj żadna krzywda cie nie spotka, no.. chyba, że sama będziesz się o to prosić. – uśmiechną się i wyszedł. Wtedy jedna podeszła do mnie i dygnęła.
– Witaj, nazywam się Enira, dostałam polecenie, aby pomóc ci się odświeżyć.
– Trzyma was tu siłą?
-Niestety nie pozwolono nam się zbytnio do ciebie odzywać. – Powiedziała druga
– Przecież nikogo tu nie ma.- wtedy obydwie spojrzały się na siebie i nie odpowiedziały.
– Proszę chodź tędy – pokazała mi ręką zasłonę i wielką wannę napełnioną wodą. Pociągnęła za sobą zasłonę, i zaczęła mnie rozbierać.
– Mów co się dzieje.
– Uważaj mają tu kamery… pilnują nas, jestem tu od ponad roku, proszę pomóż mi.. Chcę tylko wrócić do domu. – zaczęła płakać i szybko przetarła oczy i odsłoniła zasłonę kiedy siedziałam już w wannie. Wzięła myjkę i delikatnie myła moje ramię uważając na rani i zadrapania.
– Wyciągnę was stąd.. obiecuje. Nie bój się wrócisz do domu, ty i twoja koleżanka. Nawet za cenę tego, że ja miałabym tu zostać.
– Dziękuję… ja.. ja nie zniosę ani dnia więcej z nimi…
– Spokojnie nie płacz, zdradzisz się tym. Jak to się stało, że tutaj się znalazłaś?
– Porwali mnie tak samo Niki… ona jest tu od 4 miesięcy, na początku była tu tako zabawka, jeśli wiesz o czym mówię..
– Wiem… aż za dobrze – syknęłam, kiedy najechała mi niechcący na ranę.
– Jak to możliwe, że aż tutaj jesteś? Większość osób coś o tobie słyszało, nie tylko w tym domu, kto nie przyjdzie zawsze coś o TEJ dziewczynie wspomni, nie chcę cię urazić, ale nie powiedziałabym, że to ty nią jesteś. Nie wyglądasz na taką.
– Właśnie o to chodzi… słyszą o mnie dużo wiedzą czego się spodziewać, ale jednak nie do końca to robią. Uciekłam już nie raz i stąd też ucieknę, razem z wami. Jak bardzo was skrzywdzili?- na to pytanie brunetka zalała się łzami – Dobrze nie odpowiadaj…
Po chwili byłam już czysta, wychodząc z wanny i zakładając bieliznę, ciszę przerwała Enira.
– Boję się.
– Spokojnie, będzie dobrze. – Wtedy zabrała mnie dalej i wysuszyła włosy, potem uczesała i zrobiła delikatny makijaż.
– Nie rozumiem… po co to?
– Myślę, że będziesz przedstawiana.
– Przed kim?
– Przed wszystkimi.. – powiedziała i wtedy wszedł Bastard
– Uważaj na siebie… musisz być silna. – powiedziała pośpiesznie
– Nie zapomnij, że ty też. – powiedziałam kiedy zostałam dosyć brutalnie złapana za ramię. – Puść mnie.. sama też mogę iść. -zaczęłam się szarpać. On nic nie powiedział i ze złością puścił moją rękę. Prowadząc z powrotem do klatki.
– Bądź grzeczna maleńka, a wszystko będzie dobrze. – Uśmiechną się prowokująco i otworzył mi drzwi na oścież, niechętnie, ale postanowiłam, że wejdę. Wtedy on klepną mnie po tyłku. Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam zapłoną ogień.  Rzuciłam się na niego z pięściami. Przewrócił się na podłogę i stracił przytomność. Sama się tego po sobie bym nie spodziewała, przyciągnęłam ciało do klatki, po czym związałam ręce i zakneblowałam go, zamknęłam drzwi i rzuciłam klucz w kąt. Pobiegłam przez korytarz, zamykając za sobą kolejne drzwi. Biegłam dalej przed siebie próbując sobie przypomnieć drogę do łazienki, trafiłam, akurat w porę były tam dziewczyny.
– Dobrze, że jesteście.. Szybko! – zawołałam, a one były w takim szoku, że dopiero moje szarpnięcie spowodowało, że się ruszyły. – Gdzie są drzwi wyjściowe?!
– Tędy.- powiedziała Enira. Zaprowadziła pod same drzwi, ale ostatecznie się zawahała.
– Nie wygłupiaj się, nie mamy na to czasu… Przecież chcesz wrócić do domu, do rodziców. – udało mi się wyszła za drzwi i zaczęła biec do kamienistej drogi.Usłyszałam krzyki, wiedziałam co oznaczają.. – Biegnijcie!!! zaraz do was dołączę!
– Nie zostawię cię… – powiedziała brunetka
– Biegnij kurwa! Zaraz do was dołączę, a jak  nie to nie oglądaj się.
– Ale..
– Nie ma ale… biegnij! JUŻ!! – Jeszcze się obejrzała ale biegła dalej, na jej szczęście. Szybko zmieniłam kierunek, przebiegłam przez jakieś zarośla i dobiegłam do sadu, przeszłam pod siatką i  do końca gdzie wyszłam na ulice, kierując się wzdłuż ulicy. Jedzie samochód… jestem uratowana. Zaczęłam machać rękami. Samochód zatrzymał się obok mnie, drzwi się otworzyły, ktoś wysiadł. Zamarłam, to był ten sam, jak on się nazywał? Billy? Ten któremu chciałam wbić igłę w szyję.
– Co ty tu robisz?! – wrzasną, już trzymając mnie za rękę.
– Poszłam na spacer. -odpowiedziałam złośliwie próbując się wyszarpać. Nic to nie dało. Sięgną do samochodu i w mgnieniu oka zapiął mi ręce z tyłu trytką. Rzucił mnie na tylne fotele i to samo zrobił z nogami. Usiadł za kierownicą i pospiesznie ruszył. Po chwili już byliśmy na miejscu. Próbowałam go ugryźć, kiedy chciał mnie wyciągnąć.
– Przestań kurwa, bo będzie nie miło. – Powiedział i zakleił mi usta taśmą. Przerzucił mnie przez ramię i niósł do budynku. Szarpałam się jak tylko mogłam, prężyłam ciało w łuk, spinałam wszystkie mięśnie. Nic to nie dawało, wtedy otworzył drzwi, a wszyscy patrzyli na niego z zdumieniem. Zaniósł mnie do pokoju, rzucił na łóżko i odciął trytke. Zaczął przywiązywać mnie do łóżka.
tumblr_nbjgvncJyn1s2wsdzo1_500

Materiał był dosyć delikatny, to nie to co sznur, czy kajdanki. Drugą  ręką próbowałam zrzucić oprawcę ze mnie, ale on szybko udaremnił moje starania. Kiedy przywiązał drugą, zaczęłam kopać go tak, aby go jak najbardziej zabolało, ale on szybko wstał wiedząc, że tak będzie.
– Może to cię trochę uspokoi – powiedział beznamiętnie i wyszedł.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Przepraszam za małe opóźnienie, mam nadzieję, że się podoba. 
Pozdrawiam :)
Nie wiem dlaczego gify nie działają :/
Włączajcie je sobie 

 

Historia, która nie powinna się zdarzyć… -17

„Pościg trwał bez wyniku, jak w sennej bywa to zmorze, Gdzie ścigający nie zdoła ofiary swej dopaść, a ona ujść tamtemu nie może..”                                                                  ~Homer

- Nigdzie nie idę! – warknęłam – Wyjaśnij mi o co ci chodzi!
-46, 45, 44…
-Felksar… powiedz mi jeszcze raz.
– Dziewczyno… dlaczego jesteś taka uparta?! Daje ci szansę abyś zaprezentowała mi  swoje możliwości, dzięki którym możesz uciec.
– Wcale nie dajesz mi żadnej szansy, chcesz się tylko zabawić!
– Tak czy inaczej możesz uciec, jesteś przecież…szybsza – uśmiechną się bardzo prowokująco. Zacisnęłam zęby. – Co mam ci powtórzyć?! Masz biec o obojętnie którą stronę. Jest 7 stopni na dworze, temperatura spada o 3 stopnie w ciągu 30 min. Nie próbuj się chować, bo nie skończy się to dla ciebie zbyt dobrze…wiesz hipotermia i te sprawy. Ściółka leśna jest również na twoją niekorzyść, zastawiłem też kilka pułapek. Jak powiedziałem mam 2 naboje, jakbym jednym nie trafił – Spojrzał na moje zamyślenie, ale kontynuował dalej.- Słyszysz autostradę? Tak wiem dźwięk dobiega właściwe z każdej strony, jeśli wybierzesz właściwy kierunek i dotrzesz do autostrady przede mną wygrasz, nie pobiegnę za tobą dalej. Będziesz wolna.
– Jesteś pierdolnięty.
– Może, ale powiem ci jeszcze, że nigdy się nie zdarzyło abym spudłował. Gotowa? – podniósł broń ku niebu i strzelił – Jednak jeden mi wystarczy – Uśmiechną się prowokująco. – Start! Nie trzeba było mi długo mówić, ten strzał pobudził moje wszystkie komórki, adrenalina dawała takiej mocy, że nie czułam tych wszystkich ostrych krawędzi które raniły moje stopy. Nie wiem w którą stronę się kierowałam, ale miałam nadzieję że na wschód. Było bardzo ciemno, patrzenie pod nogi wykluczało patrzenie przed siebie, nie trudno o zderzenie z drzewem biegnąc po ciemku w dość gęstym lesie. Biegłam tak szybko jak tylko mogłam, ciągle przyśpieszałam myśląc, że jest stanowczo za wolno. Czułam się jakby mrok ciągną mnie do siebie i nie pozwalał biec. jakby mnie trzymał. Narzuciłam sobie takie tępo, że można by je nazwać zabójczym. Wtedy nadepnęłam na szyszkę i boleśnie upadłam na ziemię. -Cholera- wysyczałam próbując podeprzeć się rękami. Mięśnie drgały mi, a ja nie miałam siły wstać. Kiedy jakoś dźwignęłam się na nogi, chwiejąc się zaczęłam biec dalej. Po chwili drżenie mięśni ustało, jednak powrócił strach, oddychanie stało się coraz trudniejsze. Zatrzymałam się aby złapać oddech, zaczęłam nasłuchiwać i uważnie obserwować. W prawdzie oczy przyzwyczaiły się do ciemności, jednak nie bardzo mogłam na nich polegać. Usłyszałam szelest, serce mi stanęło. Niecałe 10 metrów ode mnie przebiegła sarna. Felksar był blisko. Biegłam dalej. Jeśli pobiegłam w dobrym kierunku to autostrada powinna być za jakieś 1100 metrów ode mnie. Przyśpieszyłam. Gdybym miała buty to by mnie nie dogonił, nie musiałabym się co chwilę zatrzymywać. Zaczęłam biec jeszcze szybciej co to dla mnie kilometr. Ktoś zagwizdał, coś krzyknął. Nie byłam pewna czy to on, czy to ktoś inny, nie zamierzałam ryzykować. Zauważyłam światło pochodzące od przejeżdżającego tira. Znaczyło to że jestem ocalona, tak bardzo skupiłam się na ulicy i światłach, że nie zauważyłam urwiska. Nie zdążyłam zatrzymać się i zawisłam trzymając się za wystający korzeń, podciągnęłam się i zaczęłam wchodzić, ziemia się osuwała, przez co traciłam jakiekolwiek podparcie. Spojrzałam w dół, próbując oszacować wysokość. Jakieś 12 metrów. Za wysoko aby skoczyć i nic sobie nie zrobić, a każdą próbą wciągnięcia się powodowała, że  ziemia osuwała się coraz bardziej. Rozejrzałam się i wtedy dotarło do mnie, że nawet gdybym dobiegła to zatrzymałby mnie to urwisko, które otaczało właściwie całą stronę tego lasu. Zebrałam w sobie siłę, chwyciłam mocno korzenia, i wspięłam się jakoś, kiedy stanęłam na równe nogi ponownie podeszłam do urwiska i zaczęłam rozglądać się nad jakimś zejściem, jakimkolwiek, osuwiska, albo czegoś w tym rodzaju. Wypatrzyłam, ale nie byłam pewna czy zejdę po tym. Zaryzykowałam i podbiegłam tam, na moje szczęście. Powoli zeszłam, i pobiegłam  w kierunku ulicy, strzał spowodował, że stanęłam osłupiona. Moja łopatka… bolała mnie tak bardzo. Tak bardzo… Jak to się stało że w takim szoku zaczęłam biec, zamiast przed siebie, biegłam w lewo wtedy ktoś zagrodził mi drogę. Uśmiechał się, chyba coś krzyczał. Czułam jak krew mi leci po plecach zatrzymując się na gumce od majtek. Zawróciłam i zaczęłam biec w przeciwną stronę, gdzie szedł kolejny mężczyzna z otwartymi rękami również zagradzając mi drogę. Łzy napłynęły do oczu. Serce waliło jak szalone. Zatrzymałam się próbując wymyślić jak mogłabym uciec. Odwróciłam się  i biegłam w stronę ulicy, wszystko było by dobrze gdyby nie ogrodzenie wysokie na 2.5 m zakończone drutem kolczastym. Oprawcy zbliżali się coraz bardziej, a ja czułam jak brakuje mi tlenu. Oparłam się plecami o siatkę i nie wiedziałam co zrobić. Nogi miałam  jak z waty, nie wiem nawet kiedy jak leżałam na ziemi, próbowałam wstać nie dawałam rady. Weź się w garść… wstań. No dalej. Podparłam się na rękami próbując wstać na równe nogi, na próżno.
– Co się dzieje?! – wymamrotałam. Nie usłyszałam odpowiedzi. Zasłonili mi oczy, jedyne co pamiętam to ból, niemiłosierny ból.. pisk w uszach. Obudziłam się  w samochodzie, na pewno dużym, leżałam na podłodze. Miałam dalej zasłonięte oczy, kiedy próbowałam się dźwignąć na rękach okazało się, że mam związane ręce i nogi. Nie miałam ochoty się z tym szarpać, wcale nie dlatego, że się  rozleniwiłam, wręcz przeciwnie stałam się bardziej inteligentna, przecież nie będę tracić siły aby chwilę się pomocować ze sznurem i dać znać napastnikom że nie śpię…. to było by głupie. Po dłuższej chwili leżenia zdrętwiałam dosłownie. Wiedząc, że jestem obok ściany, podniosłam się jakoś i oparłam plecami o nią. Jakby skupiając wzrok przed siebie, próbowałam zgrać nogi i przyciągnęłam je do siebie opierając delikatnie brodę o kolana. Powoli, ale dyskretnie próbowałam rozwiązać nogi, na ślepo to jednak spory problem. Wcale nie dlatego aby uciec albo coś, ale dla komfortu.. Sznur tak mocno się wbijał, że nie można było wytrzymać.  W tym samym momencie coś, a raczej ktoś brutalnie złapał mnie za rękę udaremniając rozwiązanie lin, przełożył ręce za głowę i zaczepił pewnie o jakiś hak tak, że mój tyłek znalazł się kilka centymetrów nad podłogą. Syknęłam z bólu kiedy samochód wjechał na kocie łby na drodze. Ponownie podkuliłam nogi i dźwignęłam się ponownie, zdejmując ręce z zaczepu. Wtedy ktoś automatycznie próbował zaczepić  z powrotem, ale czyjś głos udaremnij to. Byłam całkiem spokojna, a wręcz rozluźniona jak nigdy. Może  to przez zasłonięte oczy, albo leki, ale czułam się bardzo dobrze. W sumie mogłabym jeszcze pospać, ale jakoś czułam, że mam małpo czasu. Może to moje domysły albo jakiś szósty zmysł… Nie miałam siły, ani ochoty się and tym zastanawiać. Słyszałam jakieś szepty, czyli było tam co najmniej 3 osoby: kierowca i dwóch innych, nie wiem dlaczego ale nie zrozumiałam ani słowa, po chwili ktoś do mnie podszedł położył mnie na boku.

– Leż spokojnie księżniczko – powiedział, a w jego głosie wyczułam lekką prowokację. Jeszcze przejechał ręką po moim pół nagim ciele, niby nieznacznie. Próbowałam się podnieść, ale moje starania udaremniał za każdym razem. W końcu się poddałam, czułam, że będzie siedział koło mnie do puki nie przestanę, albo nie usnę, albo sam mnie nie uśpi jak będę „niegrzeczna”… Nie wiem jak to się stało, ale naprawdę usnęłam. Kiedy się ocknęłam w prawdzie dalej jechaliśmy, ale nie byłam związana, jednak oczy dalej miałam zasłonięte. Jak to możliwe, że mnie rozwiązali? Skorzystałam z okazji i ściągnęłam opaskę z oczu. Miałam rację…  trzech mężczyzn + jeden za kierownicą.. no prawie dobrze. Rozglądałam się nerwowo, ale ostatecznie postanowiłam zachować spokój. Nie miałabym szans z 4 mężczyznami który jeden warzył dwa razy więcej. Mimo wszystko wstałam na nogi i usiadłam obok nich. Tak jak gdyby nigdy nic, chciałam wywołać w nich mieszane uczucia, aby nie postrzegali mnie jak ofiarę. Założyłam nogę na nogę i oparłam się wygodnie o oparcie.
– Wiecie jak tam jest zimno… brrr było pomyśleć o tym i dać mi jakiś koc. – Szoku nie było końca.. nikt nie odezwał się ani słowem więc kontynuowałam- Skoro ja jestem w bieliźnie to dlaczego WY macie być ubrani?! – Na ich twarzach pojawiały się znikome uśmiechy. – No na co czekacie?  Na zaproszenie? Sorry nie mam możliwości zrobienia… NO DALEJ!! Banda ciot a nie facetów, skoro nawet przy dziewczynie boją się rozebrać… A szkoda… – Na twarzy ostatniego najprawdopodobniej nowicjusza, pojawił się lubieżny uśmiech, zaczął ściągać buty. Kierowca co chwilę zerkał w lusterko nie dowierzając. Nowa taktyka najwyraźniej skutkuje.  Mogli słyszeć  o mnie wiele, że jestem niebezpieczna, żeby uważać… ale na pewno nie takiego czegoś. Myślę, że może się udać. -A mam taką prośbę, no więc…. – zachichotałam- mogę powiedzieć tylko komuś na ucho… – Podeszłam do tego który siedział ostatni. – No widzisz, bardzo chce mi się siku… było by miło jakbyś mnie popilnował… – uśmiechnęłam się, mówiąc bardzo prowokująco, i powoli. Inni patrzyli się jakby z lekką zazdrością i większą ciekawością.
– Musimy się zatrzymać! – zażądał, wszyscy spojrzeli na niego jak na wariata. Już myślałam, że to nie wypali. Spojrzałam na kierowcę, który patrzył się cały czas w lusterko i puściłam mu oczko.

-Niech będzie… – powiedział niby niechętnie. Po chwili  samochód zatrzymał się na poboczu, dlaczego mnie nie zdziwiło to że to było koło lasu… Ahhh… już czułam smak wolności, już czułam mrowienie w nogach.
– Związać ją.- Powiedział jeden… nie dosłyszałam? Chyba go pojebało, musiałam szybko myśleć,
– Nie ma sprawy, tylko chcę mieć długi sznur. – Uśmiechnęłam się, a te słowa ledwo przeszły mi przez gardło.
– Dobrze. – powiedział podejrzliwie kierowca. – Weź ją zwiąż, tylko mocno… – powiedział wskazując na tego który wtedy siedział na końcu, szybko wstał. Podszedł do  mnie i założył pierwszą pętlę. Najpierw napięłam mięśnie, aby po rozluźnieniu mieć więcej miejsca.  Potem kiedy zacisną, syknęłam z bólu, potem jęknęłam.

– Za mocno?
– Zdecydowanie.. – powiedziałam cichutko, a oczy mi się zeszkliły.. oczywiście teatralnie. – Mam tak poobcierane ręce, że nie wytrzymam… proszę, ja nigdzie nie ucieknę, chociaż trochę poluzuj – Spojrzał na mnie z politowaniem, i miał wracać do dalszego wiązania, kiedy poleciała mi po policzku łza..
– Dobrze, ale bez numerów.. i to ma zostać po między nami.

– Zostanie, dziękuję. – Rzeczywiście poluzował… W prawdzie wykorzystywanie kobiecego uroku nie leży w mojej naturze, tak samo proszenie o litość, ale to inna sytuacja. Byłam pewna, że uda mi  się wyciągnąć ręce z lin, jednak szczęście mnie nie opuściło. Drzwi vana się otworzyły.
– Masz 5 minut
– Spokojnie myślę, że wyrobię się przed czasem. – puściłam mu oczko.
– Mam taką nadzieję. – Odprowadził mnie wzrokiem, – Pilnuj jej! – krzykną jeszcze do chłopaka. który szedł i zwijał kilku metrowy sznur za mną.  Szłam głębiej w las, co chwilę mówiąc, że to nie tu, w końcu znalazłam gęste zarośla i kazałam mu się odwrócić. trzymał sznur i rozwiał odwrócony, aż doszedł do końca, szybko ściągnęłam sznur i zawiesiłam na gałęzi.
– Długo jeszcze?
– Jeszcze chwileczkę, – zachichotałam i rzuciłam się do ucieczki. Biegłam tak szybko, nawet nie oglądając się za siebie. Pora dnia mi sprzyjała, nie było możliwości aby mnie złapali… Adrenalina skakała. Biegłam w pełnym pędzie tak długo, aż  ze zmęczenia mało co nie padłam. Zaczęłam iść, szłam tak do świtu, nie wiem gdzie byłam, nie wiem jak długo wytrzymam, na szczęście znalazłam strumyk z którego płynęła na na pierwszy rzut oka czysta woda. Nie mając innej możliwości napiłam się i trochę umyłam. Chwila odpoczynku i znów biegłam dalej. Nie rozumiem dlaczego nie widziałam, żadnego domu… Ani jednego.
Nagle strzał. Jeden, drugi. Rzuciłam się do ucieczki, jeszcze rozglądając się skąd pady strzały, wtedy wyjechały z lasu dwa samochodu terenowe, szybko zagrodziły mi drogę krążąc wokół mnie, wtedy z samochodu wysiadł mężczyzna, nie widziałam go do tej pory. W ręku miał broń.

- Jak to możliwe, że w ciągu kilku godzin zrobiłaś prawie 50 kilometrów? – wyprostowałam się, nie pokazując słabości na co on zobaczywszy to parskną śmiechem. – Silna jesteś… to widać. Wiele o tobie słyszałem.
– Doprawdy? Jakoś bez wzajemności. -powiedziałam złośliwie.
– A jaka wyszczekana… będziesz miała czas mnie poznać. Nazywają mnie  Bastard. Widzisz jestem jednym z wrogów twojego kochanka Felksara – zacisnęłam zęby

– On nie jest moim kochankiem.
– No tak zapomniałem, że niedoszłym.
– Do rzeczy..  - warknęłam
– Tak się składa, że jedyną rzeczą jaką Felksar choć trochę ceni są dziewczyny… mmmm nie takie zwykłe dziewczyny, tylko takie jak ty. Wiesz o czym mówię. Zabije każdego kto chociaż dotknie jego własność. Jak myślisz co zrobi jeśli się dowie, że jedna z jego zdobyczy jest u mnie?
– Słuchaj… nie obchodzą mnie wasze stosunki, ja chcę tylko wrócić do domu… – odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę łąk, kiedy zagrodzili mi drogę ubrani po wojskowemu, czyli spodnie moro włożone w buty,  białe bokserki i broń w ręku. Ostatecznie cofnęłam się, co wywołało śmiech w mężczyźnie.
– Dobrze, a wiesz co się stanie jeśli zerżnę cię pierwszy? Najpierw ja, potem oni… wszyscy po kolei, chyba że oczywiście będą chcieli wszyscy naraz. – podszedł do mnie i pchną na samochód, przywarł całym ciałem i pochłaniał mój zapach, chwycił jedną ręką za tyłek, przerażenie rosło z każdą sekundą. Kiedy osuną się w końcu ode mnie, kopnęłam go z całej siły w brzuch i pobiegłam w stronę lasu,
-KURWA!!!  Szybko! NIE MOŻE NAM UCIEC – Wrzasną Bastard i wpełzł do samochodu, który ruszył gwałtownie. Można by było powiedzieć, że nie mam szans, ale chyba zapomnieli że w lesie są drzewa.  Kiedy wbiegłam w podszyt leśny cieszyłam się jak dziecko, te chwile przerwał strzał. Trafił w drzewo przede mną, nie mam nic do stracenia, nic mi tym nie zrobią… strzałki z usypiaczem.
- DALEJ!!! Podjedź tak blisko jak tylko się da, jest nasza! – krzykną do kierowcy jeden z mężczyzn, który strzelał. Zauważyłam gęstwinę, z której by nie wyjechali, ruszyłam dalej przebiegając przez to, nawet to im nie sprawiło problemu … zwalone drzewa również nie były dla nich większą przeszkodą…  Wtedy zawróciłam i zaczęłam biec w przeciwną stronę, co dało mi kilka sekund przewagi. Pamiętałam tą drogę, gdzieś tu będzie woda, jezioro… ruszyłam pełną parą, dzięki temu, że las był pierwotny, nie dotknięty przez człowieka, mogłam wyjść na prowadzenie i uciec przed oprawcami. Tak jak zapamiętałam… jezioro, kiedy się zbliżali rzuciłam z 15 kg kamień do wody i schowałam się w zaroślach, automatycznie wysiedli z bronią i wypatrywali czy wypłynę. Nie zamierzałam czekać, aż zaczną przeszukiwać teren, bo wiedziałam że to zaraz nastąpi, więc kiedy zaczęli krzyczeć szybko oddaliłam się kierując się wgłąb lasu. Wtedy padł strzał, całe moje ciało znieruchomiało, przestałam oddychać na chwile, dotknęłam miejsca które mnie zabolało, jednym ruchem wyciągnęłam strzałkę. Była taka…. czerwona… Zrobiłam jeszcze kilka kroków do przodu kiedy padł drugi strzał tym razem celniej idealnie w pośladek. Odwróciłam się, zobaczyłam jak wszyscy się na mnie patrzą,
- Jak to możliwe? – powiedziałam i prawie natychmiast po tym upadłam na ziemię.
- Widzisz kwiatuszku, ofiara zawsze będzie ofiarą, a myśliwy zawsze ją wytropi. Myślałaś, że nam uciekniesz?!- Wrzeszczał pochylając się nade mną Bastard.

- Czasem role się odwracają.. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Notka wreszcie jest!
Przepraszam najmocniej za spóźnienie, wyczekujcie z uwagą bo kolejna już niedługo <3 

Historia, która nie powinna się zdarzyć… – 16

„Jedynie człowiek, który niczego nie pragnie i niczego się nie lęka, staje się odporny na wyroki fortuny.”

-Masz tu wszystko czego potrzebujesz, pamiętaj, że stoją za drzwiami… – Wyszedł i zamkną za sobą drzwi. – Byłbym zapomniał…. ubierz się w to. – powiedział stanowczo Felksar stawiając na szafce torebkę i wyszedł. Kiedy w końcu udało mi się pozbyć zapachu alkoholu, wyszłam w lepszym nastroju niż się mogłam spodziewać. Po chwili zastanowienia jednak zerknęłam do papierowej torebki, widniała tam jak mogłam się spodziewać bielizna, gdybym dostała ją w prezencie od…. dajmy na to, choćby mamę, to byłabym meega zadowolona. Niestety, to była inna sytuacja…  Czarny komplet w prawdzie leżał idealnie, ale jednak widząc się w lusterku napawało mnie to obrzydzeniem. Chwile wpatrywania się w lustro przerwało mi gwałtowne wejście Sebastiana.
– Nie umiesz pukać?! – wrzasnęłam, choć nie wywołało na nim to większego wrażenia. W sumie to sama się zapomniałam kim był… znowu.
– Umiem, ale nie drzwi – powiedział złośliwie. Spojrzałam na niego z nienawiścią w oczach, a następnie wyminęłam go lekko szturchając w ramię. Niepośpiesznie podążył za mną kiedy kierowałam się do „swojego” pokoju. Zamknęłam mu brutalnie drzwi przed nosem.
– Szkoda, myślałem, że jesteś głodna… – powiedział, a ja czułam jak się uśmiecha.
– Nie jestem głodna…- warknęłam
– A to ciekawe, zdawało mi się, że nie jadłaś od kilku ładnych dni. Ale może to tylko moje domysły. Jeśli jednak zmienisz zdanie zejdź na dół.
– Pieprz się…
Oczywiście marzyłam o tym aby coś zjeść, może jednak on chce być choć trochę dobry i nie chce dopuścić abym się zagłodziła, albo tylko czeka, aby mnie wpieprzyć do samochodu i wywieść na drugi koniec świata… burczenie w brzuchu było głośniejsze niż moje myśli, nawet nie mogłam się skupić. Musiałam mieć jakiś plan zapasowy, tak w razie czego. Nie mogę okazać słabości i teraz od tak zejść do niego. Opadłam bezwładnie niczym piórko na łóżko i czekałam, aż zdechnę. Drzwi się otworzyły.
-Wiem, że to ci się nie spodoba, ale nie dajesz mi wyboru. Właściwie na dobre nam to wyjdzie. – Gwałtownie wstałam, kiedy weszło razem z nim dwóch facetów, od razu ruszyli w moją stronę, jeden miał w ręku wiertarkę. Byłam przerażona, jesli mieli mnie zabić to nie w taki sposób.
- Felksar… – wrzasnęłam piskliwym głosem, przechodząc na drugą stronę łóżka, uciekając przed oprawcami. Szybko udało się im zapędzić mnie w róg pomieszczenia, przerażenie rosło, a serce nie nadążało bić. Felksar złapał mnie za rękę i przycisną do ściany, facet próbował zrobić to samo, siłowałam się jak mogłam, aż odpuściłam, jeszcze próbując się wyszarpać, wtedy 3 facet ten z wiertarką  staną na przeciwko mnie.

– Uważaj, może kpać, -dodał złośliwie Felksar. Ten naprzeciwko mnie, uśmiechną się pogardliwie, po czym wyciągną z kieszeni coś metalowego w kształcie podkowy, przyglądałam mu się bardzo uważnie i czekałam, aż będzie w zasięgu uderzenia. Jeszcze próbowałam się wyszarpać kiedy Felksar lekko poluzował uścisk. Podszedł w końcu, a ja czułam się jak sparaliżowana, nawet nie próbowałam go kopać, przyłożył podkówkę  i przykręcał ją do ściany na wysokości mojej głowy  krępując w ten sposób mój  nadgarstek jakby nigdy nic. Kiedy przykręcił 2 śrubę, Felksar puścił moją rękę jednak nie odszedł tylko stał tak ja wcześniej tyle, że już mnie nie trzymał. Facet z wiertarką ominą mnie szerokim łukiem i podszedł do mojej drugiej ręki, aby powtórzyć czynność. Panika wzięła górę….zaczęłam się szarpać facet w ogóle się tego nie spodziewał udało mi się wyswobodzić, ale tylko połowicznie, próbowałam to jakoś zdjąć, wyciągnąć ze ściany, mężczyzna złapał moją rękę i próbował ją przygwoździć do ściany, chyba nie myślał, że dam się tak łatwo… Ale dodając inne czynniki nie miałam szans,wytrzymałam tylko chwilę, kiedy moja ręka uderzyła brutalnie o ścianę. Tak mnie zabolało, że w pewnej chwilę myślałam że ją złamałam. Na szczęście to tylko chwilowe, spuściłam na chwilę głowę, chcą wstrzymać krzyk i łzy kiedy on przykręcał ostatnią śrubę.
– Zobaczymy ile wytrzyma – powiedział jeden z mężczyzn
– Oby warta była zniszczenia  ściany… – dodał żartobliwie drugi. Po czym obydwaj wyszli. Zaczęłam się siłować z zabezpieczeniami, napinałam każdy mięsień, patrząc ciągle w podłogę, po chwili dałam spokój, zaczęłam ciężko oddychać. Wszystkiemu przyglądał się Felksar, który stał naprzeciwko mnie w każdym momencie mogłam zadać mu bolesne kopnięcie. Podniósł mój podbródek zmuszając abym na niego spojrzała. Szybko zabrałam głowę patrząc w prawą stronę.
- Jeśli ci się znudzi to krzycz. – powiedział lekko pochylając się nademną. Myślałam, go ugryzę ze złości. Myślał że ma nade mną przewagę…. ohoho niedoczekanie… Nienawiść ze mnie kipiała, zacisnęłam zęby i z całej siły kopnęłam Sebastiana w brzuch, aż poleciał na łóżko.
- Jesteś tchórzem Felksar, – wysyczałam.
- Może, ale musisz wiedzieć, że jak na razie ja tu rządzę, a ty jesteś właściwie nikim. Tak czy  siak to ode mnie zależy czy przeżyjesz do jutra. A teraz życzę słodkich snów. – Warknął i wyszedł zamykając z hukiem drzwi.
Okey czas dla mnie, myślałam, że może uda mi się jakoś wyciągnąć tą rękę… Kurwa….auć… boli. Zbyt mocno zaciśnięte, abym mogła choćby przekręcić, albo poruszyć, mimo wszystko nie traciłam nadziei.

Po całej nocy spędzonej w tej pozycji miałam dość, marzyłam, aby umrzeć. Kiedy dosłownie miałam upaść na kolana, ze zmęczenia, drzwi się otworzyły. Spuściłam wzrok wlepiając w go podłogę, nie chcąc pokazać po sobie jak bardzo jestem zmęczona. Oczy same mi się zamykały, nogi chwiały się, wyglądałam strasznie.
-Ahhh jak się dzisiaj czujesz?- zapytał bardzo zadowolony. Na te słowa, a raczej na usłyszenie jego głosu coś we mnie zapłonęło, jak wtedy kiedy przyszli do szkoły… Nabrałam sił. Zacisnęłam mięśnie w rękach i  uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam prowokująco  na Felksara.
- A co? Nie dajesz sobie rady? Może masz ochotę się ze mną zamienić? – Jego zdziwienie nie miało końca.
- Ha! Zobaczymy. 
-Tylko na tyle cię stać Felksar? Czemu mnie po prostu nie zabijesz? 
- To by było za proste. – dodał z lekkim uśmiechem. Napięłam bardziej mięśnie wbijając nadgarstki w zabezpieczenia. Gdybym tylko mogła wyrwałabym mu tchawicę. – Już myślałem, że dasz sobie spokój, szkoda. -Powiedział prowokująco. 
- Jesteś pierdolonym psycholem! 
- Pławię się w twoich komplementach, a teraz wybacz kochanie, widzimy się jutro. Dobrej nocy. – Powiedział dotykając ręką mój policzek.- podoba mi się ta bielizna. – dodał, wiedząc, że uda mu się  tym mnie dostatecznie wkurwić. 
- Zabiję cię.
- Nie wątpię. – dodał ironicznie, po czym wyszedł. 
Kiedy tylko drzwi się zamknęły próbowałam zrobić cokolwiek, aby odciążyć nogi. Na próżno. Nie wiem jak, ale zasnęłam, chociaż nie jestem pewna, równie dobrze mogło to być omdlenie. Ocknęłam się już po południu. Marzyłam o szklance wody albo o frytkach, jakimkolwiek jedzeniu… Cała noc zleciała dłużej niż byłoby to koniecznie. Ciągle miałam przed oczami straszne obrazy, co jeszcze bardziej mnie denerwowało. Stanęłam szeroko na nogach, aby się nie przewrócić, w końcu osunęłam się tak że udało mi się klęknąć, jednak po chwili musiałam powrócić do dawnej pozycji gdyż ręce nie zniosły by tego dłużej. Zaczęło świtać, a ja walczyłam z własnym ciałem, które przestało mnie słuchać.Usta suche, oczy zamknięte, głowa spuszczona. Dwie łzy skapnęły na podłogę. Takie głuche stuknięcie, kap, kap. Niebawem po tym drzwi się otworzyły, wszedł Sebastian. 
- Mam nadzieję że było ci wygodnie. – mówił pewny siebie, podszedł tak blisko, że czułam jego oddech na karku – Ale do rzeczy,  mam dla ciebie małą propozycję, odczepię cię teraz, a ty nie zrobisz nic głupiego, będziesz się mnie słuchać, jeśli nie, spędzisz tu kolejne dwie doby. Rozumiemy się? – nie miałam siły otworzyć ust, więc nic nie zrobiłam, kiedy on gwałtownie złapał moją żuchwę i zaczął mówić mi do ucha – Słuchaj równie dobrze mogę cię wyruchać tak jak stoisz, kiedy nie masz nawet siły, ani możliwości się bronić. Wybieraj. – Zacisnęłam zęby,  lekko ale niepośpiesznie kiwnęłam potwierdzająco głową. -No widzisz? Jak chcesz to potrafisz. 
Wpuścił kogoś i zaczęli odkręcać zabezpieczenia od ściany. Przewidział, że nie dam rady ustać na nogach, więc zabezpieczył się i staną na przeciwko mnie, aby w razie czego mnie podtrzymać. I słusznie. Posadził mnie sobie na kolanach, a moje ciało przyległo do jego ciała, oczy miałam zamknięte, głowa wtulona w tors,  ciężko oddychałam. 
-Grzeczna dziewczynka. 

Obudziłam się przykryta miękką kołdrą, tyle ciepła… Jednak czułam dyskomfort w okolicach tali a klatki piersiowej, pasy jakieś czy co? Dotknęłam delikatnie, to była ręka. Automatycznie próbowałam odskoczyć, jednak zbyt mocny, coraz bardziej pogłębiający się uścisk udaremnił moje starania. Syknęłam, 
- Leż spokojnie maleńka… – powiedział prowokujący głos Felksara. – Musisz oszczędzać siły.  
Szczerze powiedziawszy nie myślałam, że to zrobię, ale leżałam biernie, zwyczajnie. Naprawdę nie miałam ochoty dalej z nim walczyć, stawiać się i zostać znowu przykutym do ściany. Marzyłam tylko, aby się obudzić z tego koszmaru. Wydawało mi się, czy  on naprawdę był zdziwiony. Przyciągną mnie tylko trochę bliżej siebie i oplótł rękami. Całował delikatnie po ramieniu, po czym zaczynał gryźć. Wyczułam moment, kiedy bardziej skupił się moich włosach i poluzował uścisk. Momentalnie wstałam i rzuciłam się na drzwi, które na przekór wszystkiemu  były zamknięte.
- Ahhhh! przez chwilę myślałem, że się poddałaś, z drugiej strony czekałem kiedy to zrobisz. – wrzasną z uśmiechem, jakby wygrał na loterii. – Chodź tu koło mnie, jeśli nie chcesz abym tam po ciebie poszedł – powiedział złośliwie. Mimo wszystko podeszłam i usiadłam na rogu łóżka odwracając się do niego plecami. – Dam ci jedyną szansę, na to abyś mogła stąd uciec, mianowicie zagramy w grę. – uniosłam brew – jeśli wygrasz jesteś wolna. – ciągną, a ja parsknęłam z niedowierzaniem 
- A jeśli ty wygrasz? 
- Nie masz nic do stracenia. – powiedział wstając z łóżka 
- A haczyk?
- Jakiś na pewno jest. – dodał zamykając drzwi za sobą. Po godzinie przyniósł mi śniadanie, w końcu jedzenie…. Przyznam że mi nawet smakowało, tak czy siak nie zamierzałam wybrzydzać.Potem jeszcze raz przyszedł po talerz to rzucił mi jabłko, mój ulubiony owoc.  Kiedy nastał wieczór przyszedł do mnie i powiedział, że jedziemy domyślałam się że chodzi mu o tą całą grę. Zawiązał mi oczy, po czym wstrzykną coś domięśniowo. Po chwili spałam jak dziecko. Przynajmniej z zewnątrz, bo wewnątrz śniły mi się koszmary…
Obudziłam się na ziemi, było zimno z 15 stopni maksymalnie, tak wiem, ale co jeśli byłam w samej bieliźnie? Było mi cholernie zimno. Podniosłam się bardzo gwałtownie, aż musiał mnie przytrzymać Felksar. Zaczęłam się rozglądać, byliśmy w lesie.
- Dobrze robimy tak – mówił ładując broń –  biegniesz z 1 minutą wyprzedzenia, spokojnie nie będę patrzeć, – zapewnił – no więc biegniesz w którą tylko stronę chcesz, trzy kilometry stąd jest autostrada, jeśli pobiegniesz w dobrą stronę masz szansę na ocalenie. Jak uda ci się tam dotrzeć puszczę cię wolno,  jeśli nie będziesz się pogłębiać w gęstwinie raniąc nogi i ciało. Rozumiesz? 

- Nie bardzo. 
- Świetnie, czas start. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Notka już jest trochę późno, ale zawsze to coś. 
Życzę Wam wszystkiego co najlepsze w nowym roku. Aby Wasze marzenia się spełniły 
Zastanawiałam się czy nie zapisać terminu i nie dodawać notki raz w miesiącu, tak chyba będzie najrozsądniej. |
Z góry przepraszam za błędy ale piszę to późno w nocy 
Pozdrawiam serdecznie.